Nowe przepisy

Najgorszy hotel w Londynie nosi nazwę Opulence Central London

Najgorszy hotel w Londynie nosi nazwę Opulence Central London


We are searching data for your request:

Forums and discussions:
Manuals and reference books:
Data from registers:
Wait the end of the search in all databases.
Upon completion, a link will appear to access the found materials.

Nie zatrzymuj się tutaj w Londynie?

Zignoruj ​​nazwę; Opulence Central London to paskudny, śmierdzący, brudna mała rudera? to uniemożliwiło mi spanie dłużej niż dwie godziny podczas tej jednej żałosnej nocy, kiedy tam zostałam.

Mój pokój znajdował się w piwnicy z małym oknem otwierającym się na pełny widok? Londyn's Gloucester Place powyżej. Gloucester Place to ruchliwa droga, więc poziom hałasu na zewnątrz był wysoki. Zapytałem faceta w recepcji, czy to najgorszy pokój i nie był pewien. To nie wróżyło dobrze. Chociaż zaproponował, że ulepszy mnie za 300 $ (poważnie).

Przy oknie stał biały przedmiot przypominający urządzenie, najwyraźniej klimatyzator. Kłopot polegał na tym, że wylot ciepła z tyłu był w pokoju, co oznacza, że ​​uruchamianie go ogrzewało, a nie chłodziło, pomieszczenie.

Pokój był malutki i wymagał przesuwania łóżka za każdym razem, gdy chciałem dostać się do okna. Łazienka była niefunkcjonalna. Nie było gdzie umieścić przyborów toaletowych. Prysznic był zbyt mały, aby obrócić się bez moczenia podłogi. Zimny ​​kran wytwarzał gorącą wodę, aż świeża woda wypełniła rury.

W pokoju nie było telefonu. Komoda się nie otwierała, więc nie było gdzie położyć ubrań. Łóżko było twarde i nie było zapasowych poduszek (może były w zamkniętej komodzie). Cały pokój, a właściwie cały hotel, pachniał stęchlizną. Ten pokój kosztował mnie 128,36 dolarów.

Recepcja to zakątek na szczycie schodów, w którym nie ma nawet podestu. Drzwi wejściowe wyglądają ładnie, co może wyjaśniać, dlaczego występują we wszystkich ich reklamach.

Zdecydowanie zalecam unikanie tragicznie błędnie nazwanego Opulence Central London, chyba że jedyną alternatywą jest schronisko dla bezdomnych. Nie, schronisko dla bezdomnych może mieć lepszą kontrolę klimatu.


Czy błyszcząca przebudowa śródmieścia Bejrutu jest wszystkim, na co się wydaje?

Urocze młode pary kręcą mieszadełkami koktajlowymi na tarasach Zaitunay Bay w Bejrucie, patrząc na kojącą scenę wieczoru, którą można by unieść prosto z Monako lub Cannes. Światła błyszczących wież migoczą na wodzie, gdy grupa nastoletnich dziewcząt spaceruje po promenadzie z drewna tekowego, pozując do selfie przed świeżo wypolerowanymi super jachtami. Na końcu krętej esplanady, postrzępiona forma nowego klubu jachtowego, zaprojektowana przez tworzącego kształty amerykańskiego architekta Stevena Holla, wystaje w zatokę, zwieńczona apartamentami, które szczycą się jednymi z najdroższych widoków na Bliskim Wschodzie. Według notki marketingowej jest to „najlepsze nadmorskie miejsce na luksusowe życie i rekreację”, „zasługujące wyłącznie na potrzeby kulturalnej i społecznej elity regionu”.

Ale kiedy bojownicy Państwa Islamskiego gromadzą się na granicy z Syrią na wschodzie, w powietrzu panuje niespokojne napięcie. To zbliżające się zagrożenie, którego nie może zamaskować nawet butelka szampana na najbardziej ekskluzywnym tarasie w regionie. Są też oznaki, że pod osłoną blasku nabrzeża ten optymistyczny obraz czasów świetności Bejrutu – odrodzony jak feniks, 20 lat po tym, jak wojna domowa zniszczyła miasto w gruzy – może nie być taki, jak się wydaje. Centrum miasta szczyci się teraz nieskazitelnie odbudowanymi ulicami, wzdłuż których znajdują się sklepy Gucci i Prada, Hermès i Louis Vuitton, ale całe miejsce jest dziwnie opuszczone. Są zarośla nowych apartamentowców, ale za zasłonami zapala się niewiele świateł.

Na drugim końcu zatoki, od fasetowanej konstrukcji stalowej klubu jachtowego, znajduje się upiorna trupa starego hotelu St George, wyblakła skorupa z lat 30. XX wieku, która niegdyś była miejscem stąpania gwiazd filmowych i członków rodziny królewskiej, dyplomatów i szpiegów, lubieżnych epicentrum społeczne starego Bejrutu. Teraz jest niesamowitym reliktem, z ogromnym banerem nałożonym na martwą fasadę, wydrukowanym z trzypiętrowym znakiem zakazu wstępu z napisem: „STOP Solidere”.

Pod pustym budynkiem seria wystaw opowiada historię bitwy o nabrzeże. „Zatoka św. Jerzego nosi imię legendarnego bohatera, który zabił smoka terroryzującego jej brzegi” – czytamy. „Dzisiaj zatoka i jej mieszkańcy są ponownie atakowani przez hybrydowego potwora korporacyjnego Solidere, który – ani prywatny, ani publiczny – pożera własność publiczną, aby napełnić kieszenie swoich zwolenników”. Ostrzał i bomby samochodowe mogły na razie ustać, ale właściciele ziemscy i deweloperzy nadal są w stanie wojny.

Niegdyś symbol złotego wieku Bejrutu, dziś hotel St George jest tylko pustą skorupą w centrum epickiej bitwy na rynku nieruchomości, w której jego właściciel walczy z potężnymi deweloperami. Zdjęcie: Joseph Eid/AFP

Człowiekiem stojącym za tym miejskim plakatem protestacyjnym jest Fady El-Khoury, właściciel hotelu St George, który przez ostatnie 20 lat był w impasie prawnym z Solidere, firmą deweloperską stojącą za odbudową śródmieścia Bejrutu.

„To rabunek stulecia”, mówi mi. „Oni nielegalnie zajęli miasto ludziom, którzy są jego właścicielami, i odstawili pustą makietę Bejrutu bez nikogo z ludzi. To, co zrobili miastu, jest apokaliptyczne.

Solidere (skrót od Société Libanaise pour le Développement et la Reconstruction de Beyrouth) sterował rozwojem centrum miasta przez ostatnie dwie dekady, nadzorując powojenną odbudowę obszaru o powierzchni prawie 200 hektarów i nie bez kontrowersji. Jest to dziwna hybryda prywatno-publiczna, założona w 1994 roku przez miliardera i ówczesnego premiera Rafika Hariri, który został zamordowany w 2005 roku – przez bombę w samochodzie tuż przed hotelem St George – od tego czasu jego rodzina ma duży udział w Firma. Jest zarejestrowana jako firma prywatna, notowana na giełdzie, ale posiada również specjalne uprawnienia przymusowego zakupu i uprawnienia regulacyjne, dające jej mandat do zarządzania centrum miasta jak mini-lennem.

Był to jedyny sposób na przeprowadzenie kompleksowej przebudowy miejsca spustoszonego przez 15 lat działań wojennych, w oczach zwolenników, ale krytycy oskarżyli firmę o wykorzystywanie nękania i zastraszania w celu wypędzenia pierwotnych mieszkańców. Prawnik zajmujący się prawami człowieka Muhamad Mugraby określił ich zachowanie jako „formę czujności pod kolorem prawa”.

Ulica w przebudowanym historycznym centrum Bejrutu. Zdjęcie: Lola Claeys Bouuaert

Byli mieszkańcy i właściciele firm otrzymywali rekompensatę w postaci akcji Solidere, a nie gotówki, co zdaniem wielu było znacznie poniżej prawdziwej wartości. Właściciele mieli możliwość zachowania swojej własności i zwrotu udziałów, ale tylko wtedy, gdy mieli wystarczające środki na odrestaurowanie swoich budynków zgodnie z surowymi wytycznymi konserwacyjnymi Solidere – które wyznaczały wysokie standardy, zbyt uciążliwe dla większości. El-Khoury był jednym z nielicznych właścicieli, którzy byli na tyle zamożni, by się oprzeć, ale twierdzi, że od tamtej pory jego plany przebudowy hotelu zostały zablokowane.

„Zniszczyli moją przystań”, mówi, „i wypełnili nabrzeże ogromnymi wieżami. Kiedy skończą swój plan, słońce nie będzie w stanie dotrzeć do zatoki. Pozbawią miasto życia”.

Z 20 latami i dziesiątkami miliardów dolarów pod mostem, plan Solidere, aby stworzyć „najwspanialsze centrum miasta na Bliskim Wschodzie” jest teraz w połowie ukończony. Jest prześladowany przez lata nieustannej przemocy na tle religijnym i przewrotów politycznych, poruszających się między wolą 18 różnych grup religijnych a ich rywalizującymi roszczeniami. Czy zatem wynik spełnia najgorsze obawy El-Khoury'ego?

Masterplan, kierowany od początku przez brytyjskiego architekta i urbanistę Angusa Gavina, byłego członka London Docklands Development Corporation, jest dziwną mieszanką starannego projektowania urbanistycznego i konserwacji, usianej efektownymi wybuchami wielkich światowych architektów. Wiele ulic zostało nieskazitelnie przywróconych do ich świetności w stylu beaux-arts, z chodnikami z kolumnadami i pięknie rzeźbionymi kamieniami wzdłuż gzymsów i ościeżami okien, ożywiając połączenie francuskiego kolonialnego i lewantyńskiego języka ojczystego.

Squattersi żyjący w ruinach budynków wzdłuż dawnej Zielonej Linii Bejrutu w 1996 roku. Zdjęcie: Ed Kashi/Corbis

Mocno zniszczone działki zostały wypełnione współczesnymi blokami, które subtelnie odcinają proporcje i detale ich sąsiadów, w wyniku ścisłego kodeksu projektowego, który określał wszystko, od wyboru pięciu maślanych odcieni wapienia, po wysokość pierzei ulicy, do dwupiętrowego cofnięcia na wyższych poziomach, zapewniającego kontynuację pięknego miejskiego słojów. Początkowy plan zachowania niektórych podziurawionych i pokrytych bitwami fasad, został niestety przebity pragnieniem zbiorowej amnezji, która wymaże wszelkie pozostałości po konflikcie.

Rezultat jest imponujący, ale nieuchronnie w tonie Disneya. Te nowe pseudohistoryczne ulice przypominają siebie z dawnych czasów, ale zostały wskrzeszone jako ekskluzywne sobowtóry, cenne repliki dawnych, zużytych i lubianych bloków tych dzielnic o niższej klasie. Sklep spożywczy i rybny zostały wymienione na luksusowy butik i ekskluzywną restaurację, podczas gdy apartamenty nad sklepami zostały w większości sprzedane inwestorom z Zatoki Perskiej i bogatym emigrantom, a ich niebotyczne ceny są poza zasięgiem większości mieszkańców. miasto z rozpaczliwym brakiem tanich mieszkań.

„Segregacja finansowa w mieście tylko się pogarsza”, mówi Fabio Sukkar, absolwent ekonomii, który nadal mieszka z rodzicami w Bejrucie, usiłując znaleźć mieszkanie. „Nie ma tu już klasy średniej, tylko super bogaci i reszta z nas. To wynik kraju mafijnego”.

W oczach jednego z lokalnych architektów odrestaurowane śródmieście jest „dobrze wykonane, ale całkowicie sterylne”. „Nie ma żadnego chaosu i energii, które charakteryzują Bejrut” – dodaje. „Po prostu nie wydaje się już libańskie”.

Beirut Souks, centrum handlowe o powierzchni 100 000 m2 w centrum miasta, to mniej suku, a więcej poczekalni na lotnisku Duty Free. Zdjęcie: Hussein Malla/AP

Jest to krytyka, która z większą zaciekłością została zrównana z flagowym projektem, który znajduje się obok, Beirut Souks, zaprojektowanym przez hiszpańskiego architekta Rafaela Moneo z Kevinem Dashem, który został otwarty w 2009 roku. był tętniącym życiem centrum handlowym w mieście przez ostatnie 5000 lat, przybiera formę ogromnego centrum handlowego – mniej więcej wielkości londyńskiego Westfield Stratford City pod względem powierzchni. Podąża za starożytną grecką siatką ulic, ale robi to w niezwykle nowoczesnej formie z serią wielkich sklepionych arkad i blokujących się bloków dziedzińca.

Ale powstałe miejsce wydaje się mniej sukowe niż bezcłowy salon na lotnisku. To monotonny świat bardziej eleganckich marek, od Burberry po Tag Heuer, obsadzony przez bezczynnych sprzedawców oczekujących na obiecaną wizytę klientów, która jeszcze nie nadeszła. Nie ma w nim ani zagęszczenia miejskiego życia na sukach Trypolisu na północy Libanu, ani intensywnego przeciążenia sensorycznego zwykłych, tętniących życiem rynków arabskiego świata. Nadrzędnym wrażeniem jest dużo drogiego marmuru, polerowanego i patrolowanego przez armię sprzątaczy i ochroniarzy.

Do centrum handlowego ma dołączyć kolejny wysokiej klasy dom towarowy, zaprojektowany w formie skręconego rattanowego kosza przez Zahę Hadid, wraz ze spa i „centrum odnowy biologicznej” z apartamentami serwisowanymi ułożonymi na górze, przez amerykańską skórę architekt luksusu, Peter Marino.

Inne pobliskie bloki zostały oddane eklektycznej mieszance architektów z całego świata: włoski Giancarlo de Carlo ściera się z neoklasykami Robertem Adamem i Dimitrim Porphyriosem, robiąc swoje szalone rzeczy wraz z japońskim metabolistą Aratą Isozakim i hiszpańskim postmodernistą Ricardo Bofillem. Pewnego dnia na zróżnicowanej liście zakupów opracowanej przez Gavina i jego zespół pojawią się także budynki autorstwa Richarda Rogersa i Fumihiko Maki. Ale jest to dziwnie rozproszone podejście do oddania do użytku i takie, w którym projekt często wydaje się być powierzany zespołowi B praktyki, jakby ledwie wierzyli, że kiedykolwiek zostanie zbudowany. „Jeśli to zbudujemy, przyjdą” bez wątpienia brzmi mantra Solidere. Ale zbudowali już wiele i tak naprawdę nikt się nie pojawił.

„Jest tak pusto, że w ciągu dnia wydaje się, że jest noc” – mówi przedsiębiorca i producent filmowy z Bejrutu Georges Schoucair, który wie coś o tym, jak stworzyć atmosferę, będąc w trakcie zlecenia najbardziej nastrojowemu architektowi Libanu, Bernardowi Khoury, zaprojektowanie nowy kompleks artystyczny w mieście. „Zupełnie źle zmiksowali. Co tydzień zamyka się tuzin sklepów, bo czynsze są zbyt wysokie”.

Rendering rozwoju 3 Bejrut Fostera

Oczywiste jest, że mieszanka ta miała na celu zaspokojenie potrzeb bogatych arabskich turystów, ale gospodarka turystyczna Bejrutu mocno ucierpiała z powodu zakazu podróżowania nałożonego przez większość krajów Zatoki Perskiej od czasu wybuchu kryzysu w Syrii. W ostatnich latach ułamek liczby szejków na wakacjach przyjeżdżał, aby spalić pieniądze na dobra luksusowe i nielegalne przyjemności. Biznesplan Solidere opierał się na wiecznej kontynuacji długo pielęgnowanej roli miasta jako placu zabaw na Bliskim Wschodzie, pławiącego się w tryskającej fontannie saudyjskich pieniędzy, jakby nigdy nie miała zostać wyłączona. Ale z coraz bardziej opustoszałym śródmieściem rozbrzmiewających echem ulic, zaostrzanym przez naszyjnik wojskowych blokad drogowych, wymuszonych przez znajdujący się tutaj budynek parlamentu, jest to hazard, który wydaje się coraz mniej opłacalny.

Być może goście przestali przychodzić, ale to nie zniechęciło miasta do kontynuowania szalonego programu budowlanego. Globalny kryzys finansowy – przed którym Liban był w dużej mierze chroniony dzięki ostrożnym praktykom bankowym – przyspieszył przepływ kapitału z bardziej chwiejnych wybrzeży do boomu budowlanego w Bejrucie. I teraz rośnie sterydowa ikra tego napływu.

Mimo że wciąż są owinięte w ogrodzenia budowlane i zwieńczone kiwającymi się dźwigami, skala kolejnych faz Solidere szybko staje się widoczna na zachód od centrum miasta, w luksusowej dzielnicy mieszkalnej Mina El Hosn. Tam gargantuiczna, nachylona ściana klifu kompleksu 3 w Bejrucie Normana Fostera osiągnęła teraz swoją pełną wysokość 120 metrów, odsłaniając się jako gruba ściana trzech wież rozłożonych na całym bloku miejskim. Widać teraz charakterystyczny profil sąsiednich tarasów, Beirut Terraces autorstwa Herzoga & de Meuron, chwiejący się jak stroma sterta dokumentów na tle nieba. Być może stos banknotów byłby lepszą analogią: penthouse w tej „pionowej wiosce ze 130 żywymi doświadczeniami” wartej 500 milionów dolarów będzie kosztować ponad 13 milionów dolarów za sztukę. „Co by było, gdyby można było zamówić styl życia?” pyta strona promocyjna rozwoju. Sądząc po ciemnych oknach ukończonych dotychczas wież mieszkalnych miasta, odpowiedź nie będzie niepokoić inwestorów-kupujących, głównie libańskich emigrantów, którzy mogą odwiedzać tylko kilka dni w roku.

Wizja artystyczna wieży mieszkalnej Beirut Terraces autorstwa szwajcarskich architektów Herzoga & de Meuron

A po drodze jest tego więcej. Model miasta w centrali Solidere brzmi jak Who’s Who architektury, a każdy deweloper ściga się, by postawić na horyzoncie swój własny luksusowy totem. Jest tam monstrualna płyta Jeana Nouvela, na szczęście wstrzymana i teraz mało prawdopodobna, a także szklana wieża o wysokości 315 metrów zaplanowana przez Renzo Piano – na miejscu, które określało limit wysokości 120 metrów. Pewnego dnia na 70-hektarowej powierzchni zrekultywowanej ziemi, która na razie leży pusta jak uśpione nieużytki, pojawi się też pole wieżowców rozciągające się w kierunku morza. Jest to akt miejskiego wandalizmu na monumentalną skalę, wznoszący wielki mur między zatoką a miejscami w głębi lądu, które od wieków cieszą się pięknym widokiem. Wydaje się to również perwersyjnym posunięciem dla samego Solidere: po osadzeniu przez ścianę wież wartość jego własnego centralnego obszaru konserwatorskiego zostanie zmniejszona.

Ten wysyp wysokich budynków jest wynikiem zmiany prawa planistycznego, uchwalonego w 2004 roku, które złagodziło ograniczenia wysokości wież w zatłoczonych dzielnicach. „Kiedy czyta się tekst ustawy z 2004 r., jest on oczywiście pisany przez deweloperów” – mówi Mona Fawaz, profesor urbanistyki na American University of Beirut, w rozmowie z Al Jazeerą. „Ma wiele sztuczek, aby zbudować trochę więcej i zbudować trochę wyżej”.

Opisuje niedawną falę wież siedzących na potężnych blokach podium jako niepokojącą transformację, „gdzie parter ma bramę zamiast sklepu”, powodując fundamentalne szkody w charakterze ulic. „Kiedy nie masz sklepu, nie masz nikogo, kto stawia krzesło na ulicy” – mówi. „Dostajesz bramę i wyjeżdża SUV-a”.

Takie projekty przyczyniają się również do szybkiego upadku pozostałego dziedzictwa budowlanego miasta, ponieważ starożytne miejsca są wyburzane, aby zrobić miejsce dla tych pionowych wytłoczeń zawyżonych wartości gruntów. Według libańskiego ministerstwa kultury Bejrut stracił już jedną trzecią z 300 budynków uznanych za „dziedzictwo o najwyższym priorytecie”. Zostały zmiecione wraz z tkanką społeczną, którą wspierały.

Jest to wynik bez ograniczeń, który podważa cenne szczegóły, o które walczył Angus Gavina i jego architekci w centralnych obszarach ochrony, zaniedbanie szerszego obrazu, który zagraża całemu doświadczeniu miasta.

„Aby projekt taki jak ten działał”, mówi były dyrektor Solidere, „musisz stworzyć ekskluzywny klub, do którego każdy programista chce dołączyć”. Tyle że jest to klub, który wydaje się, że szybko wymknął się spod kontroli, jego uparty członkinie rzucają się w oczy, a branża deweloperska w Bejrucie nie jest obca presji politycznej, przekupstwu i groźbom.

„Kiedy zaczynaliśmy Solidere, widzieliśmy miasta na całym świecie korzystających z gwiazd architektów i pomyśleliśmy, dlaczego nie zrobimy tego też tutaj?” – dodaje tęsknie. „Być może przesadziliśmy”.


Czy błyszcząca przebudowa śródmieścia Bejrutu jest wszystkim, na co się wydaje?

Urocze młode pary kręcą mieszadełkami koktajlowymi na tarasach Zaitunay Bay w Bejrucie, patrząc na kojącą scenę wieczoru, którą można by unieść prosto z Monako lub Cannes. Światła błyszczących wież migoczą na wodzie, gdy grupa nastoletnich dziewcząt spaceruje po promenadzie z drewna tekowego, pozując do selfie przed świeżo wypolerowanymi super jachtami. Na końcu krętej esplanady, postrzępiona forma nowego klubu jachtowego, zaprojektowana przez tworzącego kształty amerykańskiego architekta Stevena Holla, wystaje w zatokę, zwieńczona apartamentami, które szczycą się jednymi z najdroższych widoków na Bliskim Wschodzie. Według notki marketingowej jest to „najlepsze nadmorskie miejsce na luksusowe życie i rekreację”, „zasługujące wyłącznie na potrzeby kulturalnej i społecznej elity regionu”.

Ale kiedy bojownicy Państwa Islamskiego gromadzą się na granicy z Syrią na wschodzie, w powietrzu panuje niespokojne napięcie. To zbliżające się zagrożenie, którego nie może zamaskować nawet butelka szampana na najbardziej ekskluzywnym tarasie w regionie. Są też oznaki, że pod osłoną blasku nabrzeża ten optymistyczny obraz czasów świetności Bejrutu – odrodzony jak feniks, 20 lat po tym, jak wojna domowa zniszczyła miasto w gruzy – może nie być taki, jak się wydaje. Centrum miasta szczyci się teraz nieskazitelnie odbudowanymi ulicami, wzdłuż których znajdują się sklepy Gucci i Prada, Hermès i Louis Vuitton, ale całe miejsce jest dziwnie opuszczone. Są zarośla nowych apartamentowców, ale za zasłonami zapala się niewiele świateł.

Na drugim końcu zatoki, od fasetowanej konstrukcji stalowej klubu jachtowego, znajduje się upiorna trupa starego hotelu St George, wyblakła skorupa z lat 30. XX wieku, która niegdyś była miejscem stąpania gwiazd filmowych i członków rodziny królewskiej, dyplomatów i szpiegów, lubieżnych epicentrum społeczne starego Bejrutu. Teraz jest niesamowitym reliktem, z ogromnym banerem nałożonym na martwą fasadę, wydrukowanym z trzypiętrowym znakiem zakazu wstępu z napisem: „STOP Solidere”.

Pod pustym budynkiem seria wystaw opowiada historię bitwy o nabrzeże. „Zatoka św. Jerzego nosi imię legendarnego bohatera, który zabił smoka terroryzującego jej brzegi” – czytamy. „Dzisiaj zatoka i jej mieszkańcy są ponownie atakowani przez hybrydowego potwora korporacyjnego Solidere, który – ani prywatny, ani publiczny – pożera własność publiczną, aby napełnić kieszenie swoich zwolenników”. Ostrzał i bomby samochodowe mogły na razie ustać, ale właściciele ziemscy i deweloperzy nadal są w stanie wojny.

Niegdyś symbol złotego wieku Bejrutu, dziś hotel St George jest tylko pustą skorupą w centrum epickiej bitwy na rynku nieruchomości, w której jego właściciel walczy z potężnymi deweloperami. Zdjęcie: Joseph Eid/AFP

Człowiekiem stojącym za tym miejskim plakatem protestacyjnym jest Fady El-Khoury, właściciel hotelu St George, który przez ostatnie 20 lat był w impasie prawnym z Solidere, firmą deweloperską stojącą za odbudową śródmieścia Bejrutu.

„To rabunek stulecia”, mówi mi. „Oni nielegalnie zajęli miasto ludziom, którzy są jego właścicielami, i odstawili pustą makietę Bejrutu bez nikogo z ludzi. To, co zrobili miastu, jest apokaliptyczne.

Solidere (skrót od Société Libanaise pour le Développement et la Reconstruction de Beyrouth) sterował rozwojem centrum miasta przez ostatnie dwie dekady, nadzorując powojenną odbudowę obszaru o powierzchni prawie 200 hektarów i nie bez kontrowersji. Jest to dziwna hybryda prywatno-publiczna, założona w 1994 roku przez miliardera i ówczesnego premiera Rafika Hariri, który został zamordowany w 2005 roku – przez bombę w samochodzie tuż przed hotelem St George – od tego czasu jego rodzina ma duży udział w Firma. Jest zarejestrowana jako firma prywatna, notowana na giełdzie, ale posiada również specjalne uprawnienia przymusowego zakupu i uprawnienia regulacyjne, dające jej mandat do zarządzania centrum miasta jak mini-lennem.

Był to jedyny sposób na przeprowadzenie kompleksowej przebudowy miejsca spustoszonego przez 15 lat działań wojennych, w oczach zwolenników, ale krytycy oskarżyli firmę o wykorzystywanie nękania i zastraszania w celu wypędzenia pierwotnych mieszkańców. Prawnik zajmujący się prawami człowieka Muhamad Mugraby określił ich zachowanie jako „formę czujności pod kolorem prawa”.

Ulica w przebudowanym historycznym centrum Bejrutu. Zdjęcie: Lola Claeys Bouuaert

Byli mieszkańcy i właściciele firm otrzymywali rekompensatę w postaci akcji Solidere, a nie gotówki, co zdaniem wielu było znacznie poniżej prawdziwej wartości. Właściciele mieli możliwość zachowania swojej własności i zwrotu udziałów, ale tylko wtedy, gdy mieli wystarczające środki na odrestaurowanie swoich budynków zgodnie z surowymi wytycznymi konserwacyjnymi Solidere – które wyznaczały wysokie standardy, zbyt uciążliwe dla większości. El-Khoury był jednym z nielicznych właścicieli, którzy byli na tyle zamożni, by się oprzeć, ale twierdzi, że od tamtej pory jego plany przebudowy hotelu zostały zablokowane.

„Zniszczyli moją przystań”, mówi, „i wypełnili nabrzeże ogromnymi wieżami. Kiedy skończą swój plan, słońce nie będzie w stanie dotrzeć do zatoki. Pozbawią miasto życia”.

Z 20 latami i dziesiątkami miliardów dolarów pod mostem, plan Solidere, aby stworzyć „najwspanialsze centrum miasta na Bliskim Wschodzie” jest teraz w połowie ukończony. Jest prześladowany przez lata nieustannej przemocy na tle religijnym i przewrotów politycznych, poruszających się między wolą 18 różnych grup religijnych a ich rywalizującymi roszczeniami. Czy zatem wynik spełnia najgorsze obawy El-Khoury'ego?

Masterplan, kierowany od początku przez brytyjskiego architekta i urbanistę Angusa Gavina, byłego członka London Docklands Development Corporation, jest dziwną mieszanką starannego projektowania urbanistycznego i konserwacji, usianej efektownymi wybuchami wielkich światowych architektów. Wiele ulic zostało nieskazitelnie przywróconych do ich świetności w stylu beaux-arts, z chodnikami z kolumnadami i pięknie rzeźbionymi kamieniami wzdłuż gzymsów i ościeżami okien, ożywiając połączenie francuskiego kolonialnego i lewantyńskiego języka ojczystego.

Squattersi żyjący w ruinach budynków wzdłuż dawnej Zielonej Linii Bejrutu w 1996 roku. Zdjęcie: Ed Kashi/Corbis

Mocno zniszczone działki zostały wypełnione współczesnymi blokami, które subtelnie odcinają proporcje i detale ich sąsiadów, w wyniku ścisłego kodeksu projektowego, który określał wszystko, od wyboru pięciu maślanych odcieni wapienia, po wysokość pierzei ulicy, do dwupiętrowego cofnięcia na wyższych poziomach, zapewniającego kontynuację pięknego miejskiego słojów. Początkowy plan zachowania niektórych podziurawionych i pokrytych bitwami fasad, został niestety przebity pragnieniem zbiorowej amnezji, która wymaże wszelkie pozostałości po konflikcie.

Rezultat jest imponujący, ale nieuchronnie w tonie Disneya. Te nowe pseudohistoryczne ulice przypominają siebie z dawnych czasów, ale zostały wskrzeszone jako ekskluzywne sobowtóry, cenne repliki dawnych, zużytych i lubianych bloków tych dzielnic o niższej klasie. Sklep spożywczy i rybny zostały wymienione na luksusowy butik i ekskluzywną restaurację, podczas gdy apartamenty nad sklepami zostały w większości sprzedane inwestorom z Zatoki Perskiej i bogatym emigrantom, a ich niebotyczne ceny są poza zasięgiem większości mieszkańców. miasto z rozpaczliwym brakiem tanich mieszkań.

„Segregacja finansowa w mieście tylko się pogarsza”, mówi Fabio Sukkar, absolwent ekonomii, który nadal mieszka z rodzicami w Bejrucie, usiłując znaleźć mieszkanie. „Nie ma tu już klasy średniej, tylko super bogaci i reszta z nas. To wynik kraju mafijnego”.

W oczach jednego z lokalnych architektów odrestaurowane śródmieście jest „dobrze wykonane, ale całkowicie sterylne”. „Nie ma żadnego chaosu i energii, które charakteryzują Bejrut” – dodaje. „Po prostu nie wydaje się już libańskie”.

Beirut Souks, centrum handlowe o powierzchni 100 000 m2 w centrum miasta, to mniej suku, a więcej poczekalni na lotnisku Duty Free. Zdjęcie: Hussein Malla/AP

Jest to krytyka, która z większą zaciekłością została zrównana z flagowym projektem, który znajduje się obok, Beirut Souks, zaprojektowanym przez hiszpańskiego architekta Rafaela Moneo z Kevinem Dashem, który został otwarty w 2009 roku. był tętniącym życiem centrum handlowym w mieście przez ostatnie 5000 lat, przybiera formę ogromnego centrum handlowego – mniej więcej wielkości londyńskiego Westfield Stratford City pod względem powierzchni. Podąża za starożytną grecką siatką ulic, ale robi to w niezwykle nowoczesnej formie z serią wielkich sklepionych arkad i blokujących się bloków dziedzińca.

Ale powstałe miejsce wydaje się mniej sukowe niż bezcłowy salon na lotnisku. To monotonny świat bardziej eleganckich marek, od Burberry po Tag Heuer, obsadzony przez bezczynnych sprzedawców oczekujących na obiecaną wizytę klientów, która jeszcze nie nadeszła. Nie ma w nim ani zagęszczenia miejskiego życia na sukach Trypolisu na północy Libanu, ani intensywnego przeciążenia sensorycznego zwykłych, tętniących życiem rynków arabskiego świata. Nadrzędnym wrażeniem jest dużo drogiego marmuru, polerowanego i patrolowanego przez armię sprzątaczy i ochroniarzy.

Do centrum handlowego ma dołączyć kolejny wysokiej klasy dom towarowy, zaprojektowany w formie skręconego rattanowego kosza przez Zahę Hadid, wraz ze spa i „centrum odnowy biologicznej” z apartamentami serwisowanymi ułożonymi na górze, przez amerykańską skórę architekt luksusu, Peter Marino.

Inne pobliskie bloki zostały oddane eklektycznej mieszance architektów z całego świata: włoski Giancarlo de Carlo ściera się z neoklasykami Robertem Adamem i Dimitrim Porphyriosem, robiąc swoje szalone rzeczy wraz z japońskim metabolistą Aratą Isozakim i hiszpańskim postmodernistą Ricardo Bofillem. Pewnego dnia na zróżnicowanej liście zakupów opracowanej przez Gavina i jego zespół pojawią się także budynki autorstwa Richarda Rogersa i Fumihiko Maki. Ale jest to dziwnie rozproszone podejście do oddania do użytku i takie, w którym projekt często wydaje się być powierzany zespołowi B praktyki, jakby ledwie wierzyli, że kiedykolwiek zostanie zbudowany. „Jeśli to zbudujemy, przyjdą” bez wątpienia brzmi mantra Solidere. Ale zbudowali już wiele i tak naprawdę nikt się nie pojawił.

„Jest tak pusto, że w ciągu dnia wydaje się, że jest noc” – mówi przedsiębiorca i producent filmowy z Bejrutu Georges Schoucair, który wie coś o tym, jak stworzyć atmosferę, będąc w trakcie zlecenia najbardziej nastrojowemu architektowi Libanu, Bernardowi Khoury, zaprojektowanie nowy kompleks artystyczny w mieście. „Zupełnie źle zmiksowali. Co tydzień zamyka się tuzin sklepów, bo czynsze są zbyt wysokie”.

Rendering rozwoju 3 Bejrut Fostera

Oczywiste jest, że mieszanka ta miała na celu zaspokojenie potrzeb bogatych arabskich turystów, ale gospodarka turystyczna Bejrutu mocno ucierpiała z powodu zakazu podróżowania nałożonego przez większość krajów Zatoki Perskiej od czasu wybuchu kryzysu w Syrii. W ostatnich latach ułamek liczby szejków na wakacjach przyjeżdżał, aby spalić pieniądze na dobra luksusowe i nielegalne przyjemności. Biznesplan Solidere opierał się na wiecznej kontynuacji długo pielęgnowanej roli miasta jako placu zabaw na Bliskim Wschodzie, pławiącego się w tryskającej fontannie saudyjskich pieniędzy, jakby nigdy nie miała zostać wyłączona. Ale z coraz bardziej opustoszałym śródmieściem rozbrzmiewających echem ulic, zaostrzanym przez naszyjnik wojskowych blokad drogowych, wymuszonych przez znajdujący się tutaj budynek parlamentu, jest to hazard, który wydaje się coraz mniej opłacalny.

Być może goście przestali przychodzić, ale to nie zniechęciło miasta do kontynuowania szalonego programu budowlanego. Globalny kryzys finansowy – przed którym Liban był w dużej mierze chroniony dzięki ostrożnym praktykom bankowym – przyspieszył przepływ kapitału z bardziej chwiejnych wybrzeży do boomu budowlanego w Bejrucie. I teraz rośnie sterydowa ikra tego napływu.

Mimo że wciąż są owinięte w ogrodzenia budowlane i zwieńczone kiwającymi się dźwigami, skala kolejnych faz Solidere szybko staje się widoczna na zachód od centrum miasta, w luksusowej dzielnicy mieszkalnej Mina El Hosn. Tam gargantuiczna, nachylona ściana klifu kompleksu 3 w Bejrucie Normana Fostera osiągnęła teraz swoją pełną wysokość 120 metrów, odsłaniając się jako gruba ściana trzech wież rozłożonych na całym bloku miejskim. Widać teraz charakterystyczny profil sąsiednich tarasów, Beirut Terraces autorstwa Herzoga & de Meuron, chwiejący się jak stroma sterta dokumentów na tle nieba. Być może stos banknotów byłby lepszą analogią: penthouse w tej „pionowej wiosce ze 130 żywymi doświadczeniami” wartej 500 milionów dolarów będzie kosztować ponad 13 milionów dolarów za sztukę. „Co by było, gdyby można było zamówić styl życia?” pyta strona promocyjna rozwoju. Sądząc po ciemnych oknach ukończonych dotychczas wież mieszkalnych miasta, odpowiedź nie będzie niepokoić inwestorów-kupujących, głównie libańskich emigrantów, którzy mogą odwiedzać tylko kilka dni w roku.

Wizja artystyczna wieży mieszkalnej Beirut Terraces autorstwa szwajcarskich architektów Herzoga & de Meuron

A po drodze jest tego więcej. Model miasta w centrali Solidere brzmi jak Who’s Who architektury, a każdy deweloper ściga się, by postawić na horyzoncie swój własny luksusowy totem. Jest tam monstrualna płyta Jeana Nouvela, na szczęście wstrzymana i teraz mało prawdopodobna, a także szklana wieża o wysokości 315 metrów zaplanowana przez Renzo Piano – na miejscu, które określało limit wysokości 120 metrów. Pewnego dnia na 70-hektarowej powierzchni zrekultywowanej ziemi, która na razie leży pusta jak uśpione nieużytki, pojawi się też pole wieżowców rozciągające się w kierunku morza. Jest to akt miejskiego wandalizmu na monumentalną skalę, wznoszący wielki mur między zatoką a miejscami w głębi lądu, które od wieków cieszą się pięknym widokiem. Wydaje się to również perwersyjnym posunięciem dla samego Solidere: po osadzeniu przez ścianę wież wartość jego własnego centralnego obszaru konserwatorskiego zostanie zmniejszona.

Ten wysyp wysokich budynków jest wynikiem zmiany prawa planistycznego, uchwalonego w 2004 roku, które złagodziło ograniczenia wysokości wież w zatłoczonych dzielnicach. „Kiedy czyta się tekst ustawy z 2004 r., jest on oczywiście pisany przez deweloperów” – mówi Mona Fawaz, profesor urbanistyki na American University of Beirut, w rozmowie z Al Jazeerą. „Ma wiele sztuczek, aby zbudować trochę więcej i zbudować trochę wyżej”.

Opisuje niedawną falę wież siedzących na potężnych blokach podium jako niepokojącą transformację, „gdzie parter ma bramę zamiast sklepu”, powodując fundamentalne szkody w charakterze ulic. „Kiedy nie masz sklepu, nie masz nikogo, kto stawia krzesło na ulicy” – mówi. „Dostajesz bramę i wyjeżdża SUV-a”.

Takie projekty przyczyniają się również do szybkiego upadku pozostałego dziedzictwa budowlanego miasta, ponieważ starożytne miejsca są wyburzane, aby zrobić miejsce dla tych pionowych wytłoczeń zawyżonych wartości gruntów. Według libańskiego ministerstwa kultury Bejrut stracił już jedną trzecią z 300 budynków uznanych za „dziedzictwo o najwyższym priorytecie”. Zostały zmiecione wraz z tkanką społeczną, którą wspierały.

Jest to wynik bez ograniczeń, który podważa cenne szczegóły, o które walczył Angus Gavina i jego architekci w centralnych obszarach ochrony, zaniedbanie szerszego obrazu, który zagraża całemu doświadczeniu miasta.

„Aby projekt taki jak ten działał”, mówi były dyrektor Solidere, „musisz stworzyć ekskluzywny klub, do którego każdy programista chce dołączyć”. Tyle że jest to klub, który wydaje się, że szybko wymknął się spod kontroli, jego uparty członkinie rzucają się w oczy, a branża deweloperska w Bejrucie nie jest obca presji politycznej, przekupstwu i groźbom.

„Kiedy zaczynaliśmy Solidere, widzieliśmy miasta na całym świecie korzystających z gwiazd architektów i pomyśleliśmy, dlaczego nie zrobimy tego też tutaj?” – dodaje tęsknie. „Być może przesadziliśmy”.


Czy błyszcząca przebudowa śródmieścia Bejrutu jest wszystkim, na co się wydaje?

Urocze młode pary kręcą mieszadełkami koktajlowymi na tarasach Zaitunay Bay w Bejrucie, patrząc na kojącą scenę wieczoru, którą można by unieść prosto z Monako lub Cannes. Światła błyszczących wież migoczą na wodzie, gdy grupa nastoletnich dziewcząt spaceruje po promenadzie z drewna tekowego, pozując do selfie przed świeżo wypolerowanymi super jachtami. Na końcu krętej esplanady, postrzępiona forma nowego klubu jachtowego, zaprojektowana przez tworzącego kształty amerykańskiego architekta Stevena Holla, wystaje w zatokę, zwieńczona apartamentami, które szczycą się jednymi z najdroższych widoków na Bliskim Wschodzie. Według notki marketingowej jest to „najlepsze nadmorskie miejsce na luksusowe życie i rekreację”, „zasługujące wyłącznie na potrzeby kulturalnej i społecznej elity regionu”.

Ale kiedy bojownicy Państwa Islamskiego gromadzą się na granicy z Syrią na wschodzie, w powietrzu panuje niespokojne napięcie. To zbliżające się zagrożenie, którego nie może zamaskować nawet butelka szampana na najbardziej ekskluzywnym tarasie w regionie. Są też oznaki, że pod osłoną blasku nabrzeża ten optymistyczny obraz czasów świetności Bejrutu – odrodzony jak feniks, 20 lat po tym, jak wojna domowa zniszczyła miasto w gruzy – może nie być taki, jak się wydaje. Centrum miasta szczyci się teraz nieskazitelnie odbudowanymi ulicami, wzdłuż których znajdują się sklepy Gucci i Prada, Hermès i Louis Vuitton, ale całe miejsce jest dziwnie opuszczone. Są zarośla nowych apartamentowców, ale za zasłonami zapala się niewiele świateł.

Na drugim końcu zatoki, od fasetowanej konstrukcji stalowej klubu jachtowego, znajduje się upiorna trupa starego hotelu St George, wyblakła skorupa z lat 30. XX wieku, która niegdyś była miejscem stąpania gwiazd filmowych i członków rodziny królewskiej, dyplomatów i szpiegów, lubieżnych epicentrum społeczne starego Bejrutu. Teraz jest niesamowitym reliktem, z ogromnym banerem nałożonym na martwą fasadę, wydrukowanym z trzypiętrowym znakiem zakazu wstępu z napisem: „STOP Solidere”.

Pod pustym budynkiem seria wystaw opowiada historię bitwy o nabrzeże. „Zatoka św. Jerzego nosi imię legendarnego bohatera, który zabił smoka terroryzującego jej brzegi” – czytamy.„Dzisiaj zatoka i jej mieszkańcy są ponownie atakowani przez hybrydowego potwora korporacyjnego Solidere, który – ani prywatny, ani publiczny – pożera własność publiczną, aby napełnić kieszenie swoich zwolenników”. Ostrzał i bomby samochodowe mogły na razie ustać, ale właściciele ziemscy i deweloperzy nadal są w stanie wojny.

Niegdyś symbol złotego wieku Bejrutu, dziś hotel St George jest tylko pustą skorupą w centrum epickiej bitwy na rynku nieruchomości, w której jego właściciel walczy z potężnymi deweloperami. Zdjęcie: Joseph Eid/AFP

Człowiekiem stojącym za tym miejskim plakatem protestacyjnym jest Fady El-Khoury, właściciel hotelu St George, który przez ostatnie 20 lat był w impasie prawnym z Solidere, firmą deweloperską stojącą za odbudową śródmieścia Bejrutu.

„To rabunek stulecia”, mówi mi. „Oni nielegalnie zajęli miasto ludziom, którzy są jego właścicielami, i odstawili pustą makietę Bejrutu bez nikogo z ludzi. To, co zrobili miastu, jest apokaliptyczne.

Solidere (skrót od Société Libanaise pour le Développement et la Reconstruction de Beyrouth) sterował rozwojem centrum miasta przez ostatnie dwie dekady, nadzorując powojenną odbudowę obszaru o powierzchni prawie 200 hektarów i nie bez kontrowersji. Jest to dziwna hybryda prywatno-publiczna, założona w 1994 roku przez miliardera i ówczesnego premiera Rafika Hariri, który został zamordowany w 2005 roku – przez bombę w samochodzie tuż przed hotelem St George – od tego czasu jego rodzina ma duży udział w Firma. Jest zarejestrowana jako firma prywatna, notowana na giełdzie, ale posiada również specjalne uprawnienia przymusowego zakupu i uprawnienia regulacyjne, dające jej mandat do zarządzania centrum miasta jak mini-lennem.

Był to jedyny sposób na przeprowadzenie kompleksowej przebudowy miejsca spustoszonego przez 15 lat działań wojennych, w oczach zwolenników, ale krytycy oskarżyli firmę o wykorzystywanie nękania i zastraszania w celu wypędzenia pierwotnych mieszkańców. Prawnik zajmujący się prawami człowieka Muhamad Mugraby określił ich zachowanie jako „formę czujności pod kolorem prawa”.

Ulica w przebudowanym historycznym centrum Bejrutu. Zdjęcie: Lola Claeys Bouuaert

Byli mieszkańcy i właściciele firm otrzymywali rekompensatę w postaci akcji Solidere, a nie gotówki, co zdaniem wielu było znacznie poniżej prawdziwej wartości. Właściciele mieli możliwość zachowania swojej własności i zwrotu udziałów, ale tylko wtedy, gdy mieli wystarczające środki na odrestaurowanie swoich budynków zgodnie z surowymi wytycznymi konserwacyjnymi Solidere – które wyznaczały wysokie standardy, zbyt uciążliwe dla większości. El-Khoury był jednym z nielicznych właścicieli, którzy byli na tyle zamożni, by się oprzeć, ale twierdzi, że od tamtej pory jego plany przebudowy hotelu zostały zablokowane.

„Zniszczyli moją przystań”, mówi, „i wypełnili nabrzeże ogromnymi wieżami. Kiedy skończą swój plan, słońce nie będzie w stanie dotrzeć do zatoki. Pozbawią miasto życia”.

Z 20 latami i dziesiątkami miliardów dolarów pod mostem, plan Solidere, aby stworzyć „najwspanialsze centrum miasta na Bliskim Wschodzie” jest teraz w połowie ukończony. Jest prześladowany przez lata nieustannej przemocy na tle religijnym i przewrotów politycznych, poruszających się między wolą 18 różnych grup religijnych a ich rywalizującymi roszczeniami. Czy zatem wynik spełnia najgorsze obawy El-Khoury'ego?

Masterplan, kierowany od początku przez brytyjskiego architekta i urbanistę Angusa Gavina, byłego członka London Docklands Development Corporation, jest dziwną mieszanką starannego projektowania urbanistycznego i konserwacji, usianej efektownymi wybuchami wielkich światowych architektów. Wiele ulic zostało nieskazitelnie przywróconych do ich świetności w stylu beaux-arts, z chodnikami z kolumnadami i pięknie rzeźbionymi kamieniami wzdłuż gzymsów i ościeżami okien, ożywiając połączenie francuskiego kolonialnego i lewantyńskiego języka ojczystego.

Squattersi żyjący w ruinach budynków wzdłuż dawnej Zielonej Linii Bejrutu w 1996 roku. Zdjęcie: Ed Kashi/Corbis

Mocno zniszczone działki zostały wypełnione współczesnymi blokami, które subtelnie odcinają proporcje i detale ich sąsiadów, w wyniku ścisłego kodeksu projektowego, który określał wszystko, od wyboru pięciu maślanych odcieni wapienia, po wysokość pierzei ulicy, do dwupiętrowego cofnięcia na wyższych poziomach, zapewniającego kontynuację pięknego miejskiego słojów. Początkowy plan zachowania niektórych podziurawionych i pokrytych bitwami fasad, został niestety przebity pragnieniem zbiorowej amnezji, która wymaże wszelkie pozostałości po konflikcie.

Rezultat jest imponujący, ale nieuchronnie w tonie Disneya. Te nowe pseudohistoryczne ulice przypominają siebie z dawnych czasów, ale zostały wskrzeszone jako ekskluzywne sobowtóry, cenne repliki dawnych, zużytych i lubianych bloków tych dzielnic o niższej klasie. Sklep spożywczy i rybny zostały wymienione na luksusowy butik i ekskluzywną restaurację, podczas gdy apartamenty nad sklepami zostały w większości sprzedane inwestorom z Zatoki Perskiej i bogatym emigrantom, a ich niebotyczne ceny są poza zasięgiem większości mieszkańców. miasto z rozpaczliwym brakiem tanich mieszkań.

„Segregacja finansowa w mieście tylko się pogarsza”, mówi Fabio Sukkar, absolwent ekonomii, który nadal mieszka z rodzicami w Bejrucie, usiłując znaleźć mieszkanie. „Nie ma tu już klasy średniej, tylko super bogaci i reszta z nas. To wynik kraju mafijnego”.

W oczach jednego z lokalnych architektów odrestaurowane śródmieście jest „dobrze wykonane, ale całkowicie sterylne”. „Nie ma żadnego chaosu i energii, które charakteryzują Bejrut” – dodaje. „Po prostu nie wydaje się już libańskie”.

Beirut Souks, centrum handlowe o powierzchni 100 000 m2 w centrum miasta, to mniej suku, a więcej poczekalni na lotnisku Duty Free. Zdjęcie: Hussein Malla/AP

Jest to krytyka, która z większą zaciekłością została zrównana z flagowym projektem, który znajduje się obok, Beirut Souks, zaprojektowanym przez hiszpańskiego architekta Rafaela Moneo z Kevinem Dashem, który został otwarty w 2009 roku. był tętniącym życiem centrum handlowym w mieście przez ostatnie 5000 lat, przybiera formę ogromnego centrum handlowego – mniej więcej wielkości londyńskiego Westfield Stratford City pod względem powierzchni. Podąża za starożytną grecką siatką ulic, ale robi to w niezwykle nowoczesnej formie z serią wielkich sklepionych arkad i blokujących się bloków dziedzińca.

Ale powstałe miejsce wydaje się mniej sukowe niż bezcłowy salon na lotnisku. To monotonny świat bardziej eleganckich marek, od Burberry po Tag Heuer, obsadzony przez bezczynnych sprzedawców oczekujących na obiecaną wizytę klientów, która jeszcze nie nadeszła. Nie ma w nim ani zagęszczenia miejskiego życia na sukach Trypolisu na północy Libanu, ani intensywnego przeciążenia sensorycznego zwykłych, tętniących życiem rynków arabskiego świata. Nadrzędnym wrażeniem jest dużo drogiego marmuru, polerowanego i patrolowanego przez armię sprzątaczy i ochroniarzy.

Do centrum handlowego ma dołączyć kolejny wysokiej klasy dom towarowy, zaprojektowany w formie skręconego rattanowego kosza przez Zahę Hadid, wraz ze spa i „centrum odnowy biologicznej” z apartamentami serwisowanymi ułożonymi na górze, przez amerykańską skórę architekt luksusu, Peter Marino.

Inne pobliskie bloki zostały oddane eklektycznej mieszance architektów z całego świata: włoski Giancarlo de Carlo ściera się z neoklasykami Robertem Adamem i Dimitrim Porphyriosem, robiąc swoje szalone rzeczy wraz z japońskim metabolistą Aratą Isozakim i hiszpańskim postmodernistą Ricardo Bofillem. Pewnego dnia na zróżnicowanej liście zakupów opracowanej przez Gavina i jego zespół pojawią się także budynki autorstwa Richarda Rogersa i Fumihiko Maki. Ale jest to dziwnie rozproszone podejście do oddania do użytku i takie, w którym projekt często wydaje się być powierzany zespołowi B praktyki, jakby ledwie wierzyli, że kiedykolwiek zostanie zbudowany. „Jeśli to zbudujemy, przyjdą” bez wątpienia brzmi mantra Solidere. Ale zbudowali już wiele i tak naprawdę nikt się nie pojawił.

„Jest tak pusto, że w ciągu dnia wydaje się, że jest noc” – mówi przedsiębiorca i producent filmowy z Bejrutu Georges Schoucair, który wie coś o tym, jak stworzyć atmosferę, będąc w trakcie zlecenia najbardziej nastrojowemu architektowi Libanu, Bernardowi Khoury, zaprojektowanie nowy kompleks artystyczny w mieście. „Zupełnie źle zmiksowali. Co tydzień zamyka się tuzin sklepów, bo czynsze są zbyt wysokie”.

Rendering rozwoju 3 Bejrut Fostera

Oczywiste jest, że mieszanka ta miała na celu zaspokojenie potrzeb bogatych arabskich turystów, ale gospodarka turystyczna Bejrutu mocno ucierpiała z powodu zakazu podróżowania nałożonego przez większość krajów Zatoki Perskiej od czasu wybuchu kryzysu w Syrii. W ostatnich latach ułamek liczby szejków na wakacjach przyjeżdżał, aby spalić pieniądze na dobra luksusowe i nielegalne przyjemności. Biznesplan Solidere opierał się na wiecznej kontynuacji długo pielęgnowanej roli miasta jako placu zabaw na Bliskim Wschodzie, pławiącego się w tryskającej fontannie saudyjskich pieniędzy, jakby nigdy nie miała zostać wyłączona. Ale z coraz bardziej opustoszałym śródmieściem rozbrzmiewających echem ulic, zaostrzanym przez naszyjnik wojskowych blokad drogowych, wymuszonych przez znajdujący się tutaj budynek parlamentu, jest to hazard, który wydaje się coraz mniej opłacalny.

Być może goście przestali przychodzić, ale to nie zniechęciło miasta do kontynuowania szalonego programu budowlanego. Globalny kryzys finansowy – przed którym Liban był w dużej mierze chroniony dzięki ostrożnym praktykom bankowym – przyspieszył przepływ kapitału z bardziej chwiejnych wybrzeży do boomu budowlanego w Bejrucie. I teraz rośnie sterydowa ikra tego napływu.

Mimo że wciąż są owinięte w ogrodzenia budowlane i zwieńczone kiwającymi się dźwigami, skala kolejnych faz Solidere szybko staje się widoczna na zachód od centrum miasta, w luksusowej dzielnicy mieszkalnej Mina El Hosn. Tam gargantuiczna, nachylona ściana klifu kompleksu 3 w Bejrucie Normana Fostera osiągnęła teraz swoją pełną wysokość 120 metrów, odsłaniając się jako gruba ściana trzech wież rozłożonych na całym bloku miejskim. Widać teraz charakterystyczny profil sąsiednich tarasów, Beirut Terraces autorstwa Herzoga & de Meuron, chwiejący się jak stroma sterta dokumentów na tle nieba. Być może stos banknotów byłby lepszą analogią: penthouse w tej „pionowej wiosce ze 130 żywymi doświadczeniami” wartej 500 milionów dolarów będzie kosztować ponad 13 milionów dolarów za sztukę. „Co by było, gdyby można było zamówić styl życia?” pyta strona promocyjna rozwoju. Sądząc po ciemnych oknach ukończonych dotychczas wież mieszkalnych miasta, odpowiedź nie będzie niepokoić inwestorów-kupujących, głównie libańskich emigrantów, którzy mogą odwiedzać tylko kilka dni w roku.

Wizja artystyczna wieży mieszkalnej Beirut Terraces autorstwa szwajcarskich architektów Herzoga & de Meuron

A po drodze jest tego więcej. Model miasta w centrali Solidere brzmi jak Who’s Who architektury, a każdy deweloper ściga się, by postawić na horyzoncie swój własny luksusowy totem. Jest tam monstrualna płyta Jeana Nouvela, na szczęście wstrzymana i teraz mało prawdopodobna, a także szklana wieża o wysokości 315 metrów zaplanowana przez Renzo Piano – na miejscu, które określało limit wysokości 120 metrów. Pewnego dnia na 70-hektarowej powierzchni zrekultywowanej ziemi, która na razie leży pusta jak uśpione nieużytki, pojawi się też pole wieżowców rozciągające się w kierunku morza. Jest to akt miejskiego wandalizmu na monumentalną skalę, wznoszący wielki mur między zatoką a miejscami w głębi lądu, które od wieków cieszą się pięknym widokiem. Wydaje się to również perwersyjnym posunięciem dla samego Solidere: po osadzeniu przez ścianę wież wartość jego własnego centralnego obszaru konserwatorskiego zostanie zmniejszona.

Ten wysyp wysokich budynków jest wynikiem zmiany prawa planistycznego, uchwalonego w 2004 roku, które złagodziło ograniczenia wysokości wież w zatłoczonych dzielnicach. „Kiedy czyta się tekst ustawy z 2004 r., jest on oczywiście pisany przez deweloperów” – mówi Mona Fawaz, profesor urbanistyki na American University of Beirut, w rozmowie z Al Jazeerą. „Ma wiele sztuczek, aby zbudować trochę więcej i zbudować trochę wyżej”.

Opisuje niedawną falę wież siedzących na potężnych blokach podium jako niepokojącą transformację, „gdzie parter ma bramę zamiast sklepu”, powodując fundamentalne szkody w charakterze ulic. „Kiedy nie masz sklepu, nie masz nikogo, kto stawia krzesło na ulicy” – mówi. „Dostajesz bramę i wyjeżdża SUV-a”.

Takie projekty przyczyniają się również do szybkiego upadku pozostałego dziedzictwa budowlanego miasta, ponieważ starożytne miejsca są wyburzane, aby zrobić miejsce dla tych pionowych wytłoczeń zawyżonych wartości gruntów. Według libańskiego ministerstwa kultury Bejrut stracił już jedną trzecią z 300 budynków uznanych za „dziedzictwo o najwyższym priorytecie”. Zostały zmiecione wraz z tkanką społeczną, którą wspierały.

Jest to wynik bez ograniczeń, który podważa cenne szczegóły, o które walczył Angus Gavina i jego architekci w centralnych obszarach ochrony, zaniedbanie szerszego obrazu, który zagraża całemu doświadczeniu miasta.

„Aby projekt taki jak ten działał”, mówi były dyrektor Solidere, „musisz stworzyć ekskluzywny klub, do którego każdy programista chce dołączyć”. Tyle że jest to klub, który wydaje się, że szybko wymknął się spod kontroli, jego uparty członkinie rzucają się w oczy, a branża deweloperska w Bejrucie nie jest obca presji politycznej, przekupstwu i groźbom.

„Kiedy zaczynaliśmy Solidere, widzieliśmy miasta na całym świecie korzystających z gwiazd architektów i pomyśleliśmy, dlaczego nie zrobimy tego też tutaj?” – dodaje tęsknie. „Być może przesadziliśmy”.


Czy błyszcząca przebudowa śródmieścia Bejrutu jest wszystkim, na co się wydaje?

Urocze młode pary kręcą mieszadełkami koktajlowymi na tarasach Zaitunay Bay w Bejrucie, patrząc na kojącą scenę wieczoru, którą można by unieść prosto z Monako lub Cannes. Światła błyszczących wież migoczą na wodzie, gdy grupa nastoletnich dziewcząt spaceruje po promenadzie z drewna tekowego, pozując do selfie przed świeżo wypolerowanymi super jachtami. Na końcu krętej esplanady, postrzępiona forma nowego klubu jachtowego, zaprojektowana przez tworzącego kształty amerykańskiego architekta Stevena Holla, wystaje w zatokę, zwieńczona apartamentami, które szczycą się jednymi z najdroższych widoków na Bliskim Wschodzie. Według notki marketingowej jest to „najlepsze nadmorskie miejsce na luksusowe życie i rekreację”, „zasługujące wyłącznie na potrzeby kulturalnej i społecznej elity regionu”.

Ale kiedy bojownicy Państwa Islamskiego gromadzą się na granicy z Syrią na wschodzie, w powietrzu panuje niespokojne napięcie. To zbliżające się zagrożenie, którego nie może zamaskować nawet butelka szampana na najbardziej ekskluzywnym tarasie w regionie. Są też oznaki, że pod osłoną blasku nabrzeża ten optymistyczny obraz czasów świetności Bejrutu – odrodzony jak feniks, 20 lat po tym, jak wojna domowa zniszczyła miasto w gruzy – może nie być taki, jak się wydaje. Centrum miasta szczyci się teraz nieskazitelnie odbudowanymi ulicami, wzdłuż których znajdują się sklepy Gucci i Prada, Hermès i Louis Vuitton, ale całe miejsce jest dziwnie opuszczone. Są zarośla nowych apartamentowców, ale za zasłonami zapala się niewiele świateł.

Na drugim końcu zatoki, od fasetowanej konstrukcji stalowej klubu jachtowego, znajduje się upiorna trupa starego hotelu St George, wyblakła skorupa z lat 30. XX wieku, która niegdyś była miejscem stąpania gwiazd filmowych i członków rodziny królewskiej, dyplomatów i szpiegów, lubieżnych epicentrum społeczne starego Bejrutu. Teraz jest niesamowitym reliktem, z ogromnym banerem nałożonym na martwą fasadę, wydrukowanym z trzypiętrowym znakiem zakazu wstępu z napisem: „STOP Solidere”.

Pod pustym budynkiem seria wystaw opowiada historię bitwy o nabrzeże. „Zatoka św. Jerzego nosi imię legendarnego bohatera, który zabił smoka terroryzującego jej brzegi” – czytamy. „Dzisiaj zatoka i jej mieszkańcy są ponownie atakowani przez hybrydowego potwora korporacyjnego Solidere, który – ani prywatny, ani publiczny – pożera własność publiczną, aby napełnić kieszenie swoich zwolenników”. Ostrzał i bomby samochodowe mogły na razie ustać, ale właściciele ziemscy i deweloperzy nadal są w stanie wojny.

Niegdyś symbol złotego wieku Bejrutu, dziś hotel St George jest tylko pustą skorupą w centrum epickiej bitwy na rynku nieruchomości, w której jego właściciel walczy z potężnymi deweloperami. Zdjęcie: Joseph Eid/AFP

Człowiekiem stojącym za tym miejskim plakatem protestacyjnym jest Fady El-Khoury, właściciel hotelu St George, który przez ostatnie 20 lat był w impasie prawnym z Solidere, firmą deweloperską stojącą za odbudową śródmieścia Bejrutu.

„To rabunek stulecia”, mówi mi. „Oni nielegalnie zajęli miasto ludziom, którzy są jego właścicielami, i odstawili pustą makietę Bejrutu bez nikogo z ludzi. To, co zrobili miastu, jest apokaliptyczne.

Solidere (skrót od Société Libanaise pour le Développement et la Reconstruction de Beyrouth) sterował rozwojem centrum miasta przez ostatnie dwie dekady, nadzorując powojenną odbudowę obszaru o powierzchni prawie 200 hektarów i nie bez kontrowersji. Jest to dziwna hybryda prywatno-publiczna, założona w 1994 roku przez miliardera i ówczesnego premiera Rafika Hariri, który został zamordowany w 2005 roku – przez bombę w samochodzie tuż przed hotelem St George – od tego czasu jego rodzina ma duży udział w Firma. Jest zarejestrowana jako firma prywatna, notowana na giełdzie, ale posiada również specjalne uprawnienia przymusowego zakupu i uprawnienia regulacyjne, dające jej mandat do zarządzania centrum miasta jak mini-lennem.

Był to jedyny sposób na przeprowadzenie kompleksowej przebudowy miejsca spustoszonego przez 15 lat działań wojennych, w oczach zwolenników, ale krytycy oskarżyli firmę o wykorzystywanie nękania i zastraszania w celu wypędzenia pierwotnych mieszkańców. Prawnik zajmujący się prawami człowieka Muhamad Mugraby określił ich zachowanie jako „formę czujności pod kolorem prawa”.

Ulica w przebudowanym historycznym centrum Bejrutu. Zdjęcie: Lola Claeys Bouuaert

Byli mieszkańcy i właściciele firm otrzymywali rekompensatę w postaci akcji Solidere, a nie gotówki, co zdaniem wielu było znacznie poniżej prawdziwej wartości.Właściciele mieli możliwość zachowania swojej własności i zwrotu udziałów, ale tylko wtedy, gdy mieli wystarczające środki na odrestaurowanie swoich budynków zgodnie z surowymi wytycznymi konserwacyjnymi Solidere – które wyznaczały wysokie standardy, zbyt uciążliwe dla większości. El-Khoury był jednym z nielicznych właścicieli, którzy byli na tyle zamożni, by się oprzeć, ale twierdzi, że od tamtej pory jego plany przebudowy hotelu zostały zablokowane.

„Zniszczyli moją przystań”, mówi, „i wypełnili nabrzeże ogromnymi wieżami. Kiedy skończą swój plan, słońce nie będzie w stanie dotrzeć do zatoki. Pozbawią miasto życia”.

Z 20 latami i dziesiątkami miliardów dolarów pod mostem, plan Solidere, aby stworzyć „najwspanialsze centrum miasta na Bliskim Wschodzie” jest teraz w połowie ukończony. Jest prześladowany przez lata nieustannej przemocy na tle religijnym i przewrotów politycznych, poruszających się między wolą 18 różnych grup religijnych a ich rywalizującymi roszczeniami. Czy zatem wynik spełnia najgorsze obawy El-Khoury'ego?

Masterplan, kierowany od początku przez brytyjskiego architekta i urbanistę Angusa Gavina, byłego członka London Docklands Development Corporation, jest dziwną mieszanką starannego projektowania urbanistycznego i konserwacji, usianej efektownymi wybuchami wielkich światowych architektów. Wiele ulic zostało nieskazitelnie przywróconych do ich świetności w stylu beaux-arts, z chodnikami z kolumnadami i pięknie rzeźbionymi kamieniami wzdłuż gzymsów i ościeżami okien, ożywiając połączenie francuskiego kolonialnego i lewantyńskiego języka ojczystego.

Squattersi żyjący w ruinach budynków wzdłuż dawnej Zielonej Linii Bejrutu w 1996 roku. Zdjęcie: Ed Kashi/Corbis

Mocno zniszczone działki zostały wypełnione współczesnymi blokami, które subtelnie odcinają proporcje i detale ich sąsiadów, w wyniku ścisłego kodeksu projektowego, który określał wszystko, od wyboru pięciu maślanych odcieni wapienia, po wysokość pierzei ulicy, do dwupiętrowego cofnięcia na wyższych poziomach, zapewniającego kontynuację pięknego miejskiego słojów. Początkowy plan zachowania niektórych podziurawionych i pokrytych bitwami fasad, został niestety przebity pragnieniem zbiorowej amnezji, która wymaże wszelkie pozostałości po konflikcie.

Rezultat jest imponujący, ale nieuchronnie w tonie Disneya. Te nowe pseudohistoryczne ulice przypominają siebie z dawnych czasów, ale zostały wskrzeszone jako ekskluzywne sobowtóry, cenne repliki dawnych, zużytych i lubianych bloków tych dzielnic o niższej klasie. Sklep spożywczy i rybny zostały wymienione na luksusowy butik i ekskluzywną restaurację, podczas gdy apartamenty nad sklepami zostały w większości sprzedane inwestorom z Zatoki Perskiej i bogatym emigrantom, a ich niebotyczne ceny są poza zasięgiem większości mieszkańców. miasto z rozpaczliwym brakiem tanich mieszkań.

„Segregacja finansowa w mieście tylko się pogarsza”, mówi Fabio Sukkar, absolwent ekonomii, który nadal mieszka z rodzicami w Bejrucie, usiłując znaleźć mieszkanie. „Nie ma tu już klasy średniej, tylko super bogaci i reszta z nas. To wynik kraju mafijnego”.

W oczach jednego z lokalnych architektów odrestaurowane śródmieście jest „dobrze wykonane, ale całkowicie sterylne”. „Nie ma żadnego chaosu i energii, które charakteryzują Bejrut” – dodaje. „Po prostu nie wydaje się już libańskie”.

Beirut Souks, centrum handlowe o powierzchni 100 000 m2 w centrum miasta, to mniej suku, a więcej poczekalni na lotnisku Duty Free. Zdjęcie: Hussein Malla/AP

Jest to krytyka, która z większą zaciekłością została zrównana z flagowym projektem, który znajduje się obok, Beirut Souks, zaprojektowanym przez hiszpańskiego architekta Rafaela Moneo z Kevinem Dashem, który został otwarty w 2009 roku. był tętniącym życiem centrum handlowym w mieście przez ostatnie 5000 lat, przybiera formę ogromnego centrum handlowego – mniej więcej wielkości londyńskiego Westfield Stratford City pod względem powierzchni. Podąża za starożytną grecką siatką ulic, ale robi to w niezwykle nowoczesnej formie z serią wielkich sklepionych arkad i blokujących się bloków dziedzińca.

Ale powstałe miejsce wydaje się mniej sukowe niż bezcłowy salon na lotnisku. To monotonny świat bardziej eleganckich marek, od Burberry po Tag Heuer, obsadzony przez bezczynnych sprzedawców oczekujących na obiecaną wizytę klientów, która jeszcze nie nadeszła. Nie ma w nim ani zagęszczenia miejskiego życia na sukach Trypolisu na północy Libanu, ani intensywnego przeciążenia sensorycznego zwykłych, tętniących życiem rynków arabskiego świata. Nadrzędnym wrażeniem jest dużo drogiego marmuru, polerowanego i patrolowanego przez armię sprzątaczy i ochroniarzy.

Do centrum handlowego ma dołączyć kolejny wysokiej klasy dom towarowy, zaprojektowany w formie skręconego rattanowego kosza przez Zahę Hadid, wraz ze spa i „centrum odnowy biologicznej” z apartamentami serwisowanymi ułożonymi na górze, przez amerykańską skórę architekt luksusu, Peter Marino.

Inne pobliskie bloki zostały oddane eklektycznej mieszance architektów z całego świata: włoski Giancarlo de Carlo ściera się z neoklasykami Robertem Adamem i Dimitrim Porphyriosem, robiąc swoje szalone rzeczy wraz z japońskim metabolistą Aratą Isozakim i hiszpańskim postmodernistą Ricardo Bofillem. Pewnego dnia na zróżnicowanej liście zakupów opracowanej przez Gavina i jego zespół pojawią się także budynki autorstwa Richarda Rogersa i Fumihiko Maki. Ale jest to dziwnie rozproszone podejście do oddania do użytku i takie, w którym projekt często wydaje się być powierzany zespołowi B praktyki, jakby ledwie wierzyli, że kiedykolwiek zostanie zbudowany. „Jeśli to zbudujemy, przyjdą” bez wątpienia brzmi mantra Solidere. Ale zbudowali już wiele i tak naprawdę nikt się nie pojawił.

„Jest tak pusto, że w ciągu dnia wydaje się, że jest noc” – mówi przedsiębiorca i producent filmowy z Bejrutu Georges Schoucair, który wie coś o tym, jak stworzyć atmosferę, będąc w trakcie zlecenia najbardziej nastrojowemu architektowi Libanu, Bernardowi Khoury, zaprojektowanie nowy kompleks artystyczny w mieście. „Zupełnie źle zmiksowali. Co tydzień zamyka się tuzin sklepów, bo czynsze są zbyt wysokie”.

Rendering rozwoju 3 Bejrut Fostera

Oczywiste jest, że mieszanka ta miała na celu zaspokojenie potrzeb bogatych arabskich turystów, ale gospodarka turystyczna Bejrutu mocno ucierpiała z powodu zakazu podróżowania nałożonego przez większość krajów Zatoki Perskiej od czasu wybuchu kryzysu w Syrii. W ostatnich latach ułamek liczby szejków na wakacjach przyjeżdżał, aby spalić pieniądze na dobra luksusowe i nielegalne przyjemności. Biznesplan Solidere opierał się na wiecznej kontynuacji długo pielęgnowanej roli miasta jako placu zabaw na Bliskim Wschodzie, pławiącego się w tryskającej fontannie saudyjskich pieniędzy, jakby nigdy nie miała zostać wyłączona. Ale z coraz bardziej opustoszałym śródmieściem rozbrzmiewających echem ulic, zaostrzanym przez naszyjnik wojskowych blokad drogowych, wymuszonych przez znajdujący się tutaj budynek parlamentu, jest to hazard, który wydaje się coraz mniej opłacalny.

Być może goście przestali przychodzić, ale to nie zniechęciło miasta do kontynuowania szalonego programu budowlanego. Globalny kryzys finansowy – przed którym Liban był w dużej mierze chroniony dzięki ostrożnym praktykom bankowym – przyspieszył przepływ kapitału z bardziej chwiejnych wybrzeży do boomu budowlanego w Bejrucie. I teraz rośnie sterydowa ikra tego napływu.

Mimo że wciąż są owinięte w ogrodzenia budowlane i zwieńczone kiwającymi się dźwigami, skala kolejnych faz Solidere szybko staje się widoczna na zachód od centrum miasta, w luksusowej dzielnicy mieszkalnej Mina El Hosn. Tam gargantuiczna, nachylona ściana klifu kompleksu 3 w Bejrucie Normana Fostera osiągnęła teraz swoją pełną wysokość 120 metrów, odsłaniając się jako gruba ściana trzech wież rozłożonych na całym bloku miejskim. Widać teraz charakterystyczny profil sąsiednich tarasów, Beirut Terraces autorstwa Herzoga & de Meuron, chwiejący się jak stroma sterta dokumentów na tle nieba. Być może stos banknotów byłby lepszą analogią: penthouse w tej „pionowej wiosce ze 130 żywymi doświadczeniami” wartej 500 milionów dolarów będzie kosztować ponad 13 milionów dolarów za sztukę. „Co by było, gdyby można było zamówić styl życia?” pyta strona promocyjna rozwoju. Sądząc po ciemnych oknach ukończonych dotychczas wież mieszkalnych miasta, odpowiedź nie będzie niepokoić inwestorów-kupujących, głównie libańskich emigrantów, którzy mogą odwiedzać tylko kilka dni w roku.

Wizja artystyczna wieży mieszkalnej Beirut Terraces autorstwa szwajcarskich architektów Herzoga & de Meuron

A po drodze jest tego więcej. Model miasta w centrali Solidere brzmi jak Who’s Who architektury, a każdy deweloper ściga się, by postawić na horyzoncie swój własny luksusowy totem. Jest tam monstrualna płyta Jeana Nouvela, na szczęście wstrzymana i teraz mało prawdopodobna, a także szklana wieża o wysokości 315 metrów zaplanowana przez Renzo Piano – na miejscu, które określało limit wysokości 120 metrów. Pewnego dnia na 70-hektarowej powierzchni zrekultywowanej ziemi, która na razie leży pusta jak uśpione nieużytki, pojawi się też pole wieżowców rozciągające się w kierunku morza. Jest to akt miejskiego wandalizmu na monumentalną skalę, wznoszący wielki mur między zatoką a miejscami w głębi lądu, które od wieków cieszą się pięknym widokiem. Wydaje się to również perwersyjnym posunięciem dla samego Solidere: po osadzeniu przez ścianę wież wartość jego własnego centralnego obszaru konserwatorskiego zostanie zmniejszona.

Ten wysyp wysokich budynków jest wynikiem zmiany prawa planistycznego, uchwalonego w 2004 roku, które złagodziło ograniczenia wysokości wież w zatłoczonych dzielnicach. „Kiedy czyta się tekst ustawy z 2004 r., jest on oczywiście pisany przez deweloperów” – mówi Mona Fawaz, profesor urbanistyki na American University of Beirut, w rozmowie z Al Jazeerą. „Ma wiele sztuczek, aby zbudować trochę więcej i zbudować trochę wyżej”.

Opisuje niedawną falę wież siedzących na potężnych blokach podium jako niepokojącą transformację, „gdzie parter ma bramę zamiast sklepu”, powodując fundamentalne szkody w charakterze ulic. „Kiedy nie masz sklepu, nie masz nikogo, kto stawia krzesło na ulicy” – mówi. „Dostajesz bramę i wyjeżdża SUV-a”.

Takie projekty przyczyniają się również do szybkiego upadku pozostałego dziedzictwa budowlanego miasta, ponieważ starożytne miejsca są wyburzane, aby zrobić miejsce dla tych pionowych wytłoczeń zawyżonych wartości gruntów. Według libańskiego ministerstwa kultury Bejrut stracił już jedną trzecią z 300 budynków uznanych za „dziedzictwo o najwyższym priorytecie”. Zostały zmiecione wraz z tkanką społeczną, którą wspierały.

Jest to wynik bez ograniczeń, który podważa cenne szczegóły, o które walczył Angus Gavina i jego architekci w centralnych obszarach ochrony, zaniedbanie szerszego obrazu, który zagraża całemu doświadczeniu miasta.

„Aby projekt taki jak ten działał”, mówi były dyrektor Solidere, „musisz stworzyć ekskluzywny klub, do którego każdy programista chce dołączyć”. Tyle że jest to klub, który wydaje się, że szybko wymknął się spod kontroli, jego uparty członkinie rzucają się w oczy, a branża deweloperska w Bejrucie nie jest obca presji politycznej, przekupstwu i groźbom.

„Kiedy zaczynaliśmy Solidere, widzieliśmy miasta na całym świecie korzystających z gwiazd architektów i pomyśleliśmy, dlaczego nie zrobimy tego też tutaj?” – dodaje tęsknie. „Być może przesadziliśmy”.


Czy błyszcząca przebudowa śródmieścia Bejrutu jest wszystkim, na co się wydaje?

Urocze młode pary kręcą mieszadełkami koktajlowymi na tarasach Zaitunay Bay w Bejrucie, patrząc na kojącą scenę wieczoru, którą można by unieść prosto z Monako lub Cannes. Światła błyszczących wież migoczą na wodzie, gdy grupa nastoletnich dziewcząt spaceruje po promenadzie z drewna tekowego, pozując do selfie przed świeżo wypolerowanymi super jachtami. Na końcu krętej esplanady, postrzępiona forma nowego klubu jachtowego, zaprojektowana przez tworzącego kształty amerykańskiego architekta Stevena Holla, wystaje w zatokę, zwieńczona apartamentami, które szczycą się jednymi z najdroższych widoków na Bliskim Wschodzie. Według notki marketingowej jest to „najlepsze nadmorskie miejsce na luksusowe życie i rekreację”, „zasługujące wyłącznie na potrzeby kulturalnej i społecznej elity regionu”.

Ale kiedy bojownicy Państwa Islamskiego gromadzą się na granicy z Syrią na wschodzie, w powietrzu panuje niespokojne napięcie. To zbliżające się zagrożenie, którego nie może zamaskować nawet butelka szampana na najbardziej ekskluzywnym tarasie w regionie. Są też oznaki, że pod osłoną blasku nabrzeża ten optymistyczny obraz czasów świetności Bejrutu – odrodzony jak feniks, 20 lat po tym, jak wojna domowa zniszczyła miasto w gruzy – może nie być taki, jak się wydaje. Centrum miasta szczyci się teraz nieskazitelnie odbudowanymi ulicami, wzdłuż których znajdują się sklepy Gucci i Prada, Hermès i Louis Vuitton, ale całe miejsce jest dziwnie opuszczone. Są zarośla nowych apartamentowców, ale za zasłonami zapala się niewiele świateł.

Na drugim końcu zatoki, od fasetowanej konstrukcji stalowej klubu jachtowego, znajduje się upiorna trupa starego hotelu St George, wyblakła skorupa z lat 30. XX wieku, która niegdyś była miejscem stąpania gwiazd filmowych i członków rodziny królewskiej, dyplomatów i szpiegów, lubieżnych epicentrum społeczne starego Bejrutu. Teraz jest niesamowitym reliktem, z ogromnym banerem nałożonym na martwą fasadę, wydrukowanym z trzypiętrowym znakiem zakazu wstępu z napisem: „STOP Solidere”.

Pod pustym budynkiem seria wystaw opowiada historię bitwy o nabrzeże. „Zatoka św. Jerzego nosi imię legendarnego bohatera, który zabił smoka terroryzującego jej brzegi” – czytamy. „Dzisiaj zatoka i jej mieszkańcy są ponownie atakowani przez hybrydowego potwora korporacyjnego Solidere, który – ani prywatny, ani publiczny – pożera własność publiczną, aby napełnić kieszenie swoich zwolenników”. Ostrzał i bomby samochodowe mogły na razie ustać, ale właściciele ziemscy i deweloperzy nadal są w stanie wojny.

Niegdyś symbol złotego wieku Bejrutu, dziś hotel St George jest tylko pustą skorupą w centrum epickiej bitwy na rynku nieruchomości, w której jego właściciel walczy z potężnymi deweloperami. Zdjęcie: Joseph Eid/AFP

Człowiekiem stojącym za tym miejskim plakatem protestacyjnym jest Fady El-Khoury, właściciel hotelu St George, który przez ostatnie 20 lat był w impasie prawnym z Solidere, firmą deweloperską stojącą za odbudową śródmieścia Bejrutu.

„To rabunek stulecia”, mówi mi. „Oni nielegalnie zajęli miasto ludziom, którzy są jego właścicielami, i odstawili pustą makietę Bejrutu bez nikogo z ludzi. To, co zrobili miastu, jest apokaliptyczne.

Solidere (skrót od Société Libanaise pour le Développement et la Reconstruction de Beyrouth) sterował rozwojem centrum miasta przez ostatnie dwie dekady, nadzorując powojenną odbudowę obszaru o powierzchni prawie 200 hektarów i nie bez kontrowersji. Jest to dziwna hybryda prywatno-publiczna, założona w 1994 roku przez miliardera i ówczesnego premiera Rafika Hariri, który został zamordowany w 2005 roku – przez bombę w samochodzie tuż przed hotelem St George – od tego czasu jego rodzina ma duży udział w Firma. Jest zarejestrowana jako firma prywatna, notowana na giełdzie, ale posiada również specjalne uprawnienia przymusowego zakupu i uprawnienia regulacyjne, dające jej mandat do zarządzania centrum miasta jak mini-lennem.

Był to jedyny sposób na przeprowadzenie kompleksowej przebudowy miejsca spustoszonego przez 15 lat działań wojennych, w oczach zwolenników, ale krytycy oskarżyli firmę o wykorzystywanie nękania i zastraszania w celu wypędzenia pierwotnych mieszkańców. Prawnik zajmujący się prawami człowieka Muhamad Mugraby określił ich zachowanie jako „formę czujności pod kolorem prawa”.

Ulica w przebudowanym historycznym centrum Bejrutu. Zdjęcie: Lola Claeys Bouuaert

Byli mieszkańcy i właściciele firm otrzymywali rekompensatę w postaci akcji Solidere, a nie gotówki, co zdaniem wielu było znacznie poniżej prawdziwej wartości. Właściciele mieli możliwość zachowania swojej własności i zwrotu udziałów, ale tylko wtedy, gdy mieli wystarczające środki na odrestaurowanie swoich budynków zgodnie z surowymi wytycznymi konserwacyjnymi Solidere – które wyznaczały wysokie standardy, zbyt uciążliwe dla większości. El-Khoury był jednym z nielicznych właścicieli, którzy byli na tyle zamożni, by się oprzeć, ale twierdzi, że od tamtej pory jego plany przebudowy hotelu zostały zablokowane.

„Zniszczyli moją przystań”, mówi, „i wypełnili nabrzeże ogromnymi wieżami. Kiedy skończą swój plan, słońce nie będzie w stanie dotrzeć do zatoki. Pozbawią miasto życia”.

Z 20 latami i dziesiątkami miliardów dolarów pod mostem, plan Solidere, aby stworzyć „najwspanialsze centrum miasta na Bliskim Wschodzie” jest teraz w połowie ukończony. Jest prześladowany przez lata nieustannej przemocy na tle religijnym i przewrotów politycznych, poruszających się między wolą 18 różnych grup religijnych a ich rywalizującymi roszczeniami. Czy zatem wynik spełnia najgorsze obawy El-Khoury'ego?

Masterplan, kierowany od początku przez brytyjskiego architekta i urbanistę Angusa Gavina, byłego członka London Docklands Development Corporation, jest dziwną mieszanką starannego projektowania urbanistycznego i konserwacji, usianej efektownymi wybuchami wielkich światowych architektów. Wiele ulic zostało nieskazitelnie przywróconych do ich świetności w stylu beaux-arts, z chodnikami z kolumnadami i pięknie rzeźbionymi kamieniami wzdłuż gzymsów i ościeżami okien, ożywiając połączenie francuskiego kolonialnego i lewantyńskiego języka ojczystego.

Squattersi żyjący w ruinach budynków wzdłuż dawnej Zielonej Linii Bejrutu w 1996 roku. Zdjęcie: Ed Kashi/Corbis

Mocno zniszczone działki zostały wypełnione współczesnymi blokami, które subtelnie odcinają proporcje i detale ich sąsiadów, w wyniku ścisłego kodeksu projektowego, który określał wszystko, od wyboru pięciu maślanych odcieni wapienia, po wysokość pierzei ulicy, do dwupiętrowego cofnięcia na wyższych poziomach, zapewniającego kontynuację pięknego miejskiego słojów. Początkowy plan zachowania niektórych podziurawionych i pokrytych bitwami fasad, został niestety przebity pragnieniem zbiorowej amnezji, która wymaże wszelkie pozostałości po konflikcie.

Rezultat jest imponujący, ale nieuchronnie w tonie Disneya.Te nowe pseudohistoryczne ulice przypominają siebie z dawnych czasów, ale zostały wskrzeszone jako ekskluzywne sobowtóry, cenne repliki dawnych, zużytych i lubianych bloków tych dzielnic o niższej klasie. Sklep spożywczy i rybny zostały wymienione na luksusowy butik i ekskluzywną restaurację, podczas gdy apartamenty nad sklepami zostały w większości sprzedane inwestorom z Zatoki Perskiej i bogatym emigrantom, a ich niebotyczne ceny są poza zasięgiem większości mieszkańców. miasto z rozpaczliwym brakiem tanich mieszkań.

„Segregacja finansowa w mieście tylko się pogarsza”, mówi Fabio Sukkar, absolwent ekonomii, który nadal mieszka z rodzicami w Bejrucie, usiłując znaleźć mieszkanie. „Nie ma tu już klasy średniej, tylko super bogaci i reszta z nas. To wynik kraju mafijnego”.

W oczach jednego z lokalnych architektów odrestaurowane śródmieście jest „dobrze wykonane, ale całkowicie sterylne”. „Nie ma żadnego chaosu i energii, które charakteryzują Bejrut” – dodaje. „Po prostu nie wydaje się już libańskie”.

Beirut Souks, centrum handlowe o powierzchni 100 000 m2 w centrum miasta, to mniej suku, a więcej poczekalni na lotnisku Duty Free. Zdjęcie: Hussein Malla/AP

Jest to krytyka, która z większą zaciekłością została zrównana z flagowym projektem, który znajduje się obok, Beirut Souks, zaprojektowanym przez hiszpańskiego architekta Rafaela Moneo z Kevinem Dashem, który został otwarty w 2009 roku. był tętniącym życiem centrum handlowym w mieście przez ostatnie 5000 lat, przybiera formę ogromnego centrum handlowego – mniej więcej wielkości londyńskiego Westfield Stratford City pod względem powierzchni. Podąża za starożytną grecką siatką ulic, ale robi to w niezwykle nowoczesnej formie z serią wielkich sklepionych arkad i blokujących się bloków dziedzińca.

Ale powstałe miejsce wydaje się mniej sukowe niż bezcłowy salon na lotnisku. To monotonny świat bardziej eleganckich marek, od Burberry po Tag Heuer, obsadzony przez bezczynnych sprzedawców oczekujących na obiecaną wizytę klientów, która jeszcze nie nadeszła. Nie ma w nim ani zagęszczenia miejskiego życia na sukach Trypolisu na północy Libanu, ani intensywnego przeciążenia sensorycznego zwykłych, tętniących życiem rynków arabskiego świata. Nadrzędnym wrażeniem jest dużo drogiego marmuru, polerowanego i patrolowanego przez armię sprzątaczy i ochroniarzy.

Do centrum handlowego ma dołączyć kolejny wysokiej klasy dom towarowy, zaprojektowany w formie skręconego rattanowego kosza przez Zahę Hadid, wraz ze spa i „centrum odnowy biologicznej” z apartamentami serwisowanymi ułożonymi na górze, przez amerykańską skórę architekt luksusu, Peter Marino.

Inne pobliskie bloki zostały oddane eklektycznej mieszance architektów z całego świata: włoski Giancarlo de Carlo ściera się z neoklasykami Robertem Adamem i Dimitrim Porphyriosem, robiąc swoje szalone rzeczy wraz z japońskim metabolistą Aratą Isozakim i hiszpańskim postmodernistą Ricardo Bofillem. Pewnego dnia na zróżnicowanej liście zakupów opracowanej przez Gavina i jego zespół pojawią się także budynki autorstwa Richarda Rogersa i Fumihiko Maki. Ale jest to dziwnie rozproszone podejście do oddania do użytku i takie, w którym projekt często wydaje się być powierzany zespołowi B praktyki, jakby ledwie wierzyli, że kiedykolwiek zostanie zbudowany. „Jeśli to zbudujemy, przyjdą” bez wątpienia brzmi mantra Solidere. Ale zbudowali już wiele i tak naprawdę nikt się nie pojawił.

„Jest tak pusto, że w ciągu dnia wydaje się, że jest noc” – mówi przedsiębiorca i producent filmowy z Bejrutu Georges Schoucair, który wie coś o tym, jak stworzyć atmosferę, będąc w trakcie zlecenia najbardziej nastrojowemu architektowi Libanu, Bernardowi Khoury, zaprojektowanie nowy kompleks artystyczny w mieście. „Zupełnie źle zmiksowali. Co tydzień zamyka się tuzin sklepów, bo czynsze są zbyt wysokie”.

Rendering rozwoju 3 Bejrut Fostera

Oczywiste jest, że mieszanka ta miała na celu zaspokojenie potrzeb bogatych arabskich turystów, ale gospodarka turystyczna Bejrutu mocno ucierpiała z powodu zakazu podróżowania nałożonego przez większość krajów Zatoki Perskiej od czasu wybuchu kryzysu w Syrii. W ostatnich latach ułamek liczby szejków na wakacjach przyjeżdżał, aby spalić pieniądze na dobra luksusowe i nielegalne przyjemności. Biznesplan Solidere opierał się na wiecznej kontynuacji długo pielęgnowanej roli miasta jako placu zabaw na Bliskim Wschodzie, pławiącego się w tryskającej fontannie saudyjskich pieniędzy, jakby nigdy nie miała zostać wyłączona. Ale z coraz bardziej opustoszałym śródmieściem rozbrzmiewających echem ulic, zaostrzanym przez naszyjnik wojskowych blokad drogowych, wymuszonych przez znajdujący się tutaj budynek parlamentu, jest to hazard, który wydaje się coraz mniej opłacalny.

Być może goście przestali przychodzić, ale to nie zniechęciło miasta do kontynuowania szalonego programu budowlanego. Globalny kryzys finansowy – przed którym Liban był w dużej mierze chroniony dzięki ostrożnym praktykom bankowym – przyspieszył przepływ kapitału z bardziej chwiejnych wybrzeży do boomu budowlanego w Bejrucie. I teraz rośnie sterydowa ikra tego napływu.

Mimo że wciąż są owinięte w ogrodzenia budowlane i zwieńczone kiwającymi się dźwigami, skala kolejnych faz Solidere szybko staje się widoczna na zachód od centrum miasta, w luksusowej dzielnicy mieszkalnej Mina El Hosn. Tam gargantuiczna, nachylona ściana klifu kompleksu 3 w Bejrucie Normana Fostera osiągnęła teraz swoją pełną wysokość 120 metrów, odsłaniając się jako gruba ściana trzech wież rozłożonych na całym bloku miejskim. Widać teraz charakterystyczny profil sąsiednich tarasów, Beirut Terraces autorstwa Herzoga & de Meuron, chwiejący się jak stroma sterta dokumentów na tle nieba. Być może stos banknotów byłby lepszą analogią: penthouse w tej „pionowej wiosce ze 130 żywymi doświadczeniami” wartej 500 milionów dolarów będzie kosztować ponad 13 milionów dolarów za sztukę. „Co by było, gdyby można było zamówić styl życia?” pyta strona promocyjna rozwoju. Sądząc po ciemnych oknach ukończonych dotychczas wież mieszkalnych miasta, odpowiedź nie będzie niepokoić inwestorów-kupujących, głównie libańskich emigrantów, którzy mogą odwiedzać tylko kilka dni w roku.

Wizja artystyczna wieży mieszkalnej Beirut Terraces autorstwa szwajcarskich architektów Herzoga & de Meuron

A po drodze jest tego więcej. Model miasta w centrali Solidere brzmi jak Who’s Who architektury, a każdy deweloper ściga się, by postawić na horyzoncie swój własny luksusowy totem. Jest tam monstrualna płyta Jeana Nouvela, na szczęście wstrzymana i teraz mało prawdopodobna, a także szklana wieża o wysokości 315 metrów zaplanowana przez Renzo Piano – na miejscu, które określało limit wysokości 120 metrów. Pewnego dnia na 70-hektarowej powierzchni zrekultywowanej ziemi, która na razie leży pusta jak uśpione nieużytki, pojawi się też pole wieżowców rozciągające się w kierunku morza. Jest to akt miejskiego wandalizmu na monumentalną skalę, wznoszący wielki mur między zatoką a miejscami w głębi lądu, które od wieków cieszą się pięknym widokiem. Wydaje się to również perwersyjnym posunięciem dla samego Solidere: po osadzeniu przez ścianę wież wartość jego własnego centralnego obszaru konserwatorskiego zostanie zmniejszona.

Ten wysyp wysokich budynków jest wynikiem zmiany prawa planistycznego, uchwalonego w 2004 roku, które złagodziło ograniczenia wysokości wież w zatłoczonych dzielnicach. „Kiedy czyta się tekst ustawy z 2004 r., jest on oczywiście pisany przez deweloperów” – mówi Mona Fawaz, profesor urbanistyki na American University of Beirut, w rozmowie z Al Jazeerą. „Ma wiele sztuczek, aby zbudować trochę więcej i zbudować trochę wyżej”.

Opisuje niedawną falę wież siedzących na potężnych blokach podium jako niepokojącą transformację, „gdzie parter ma bramę zamiast sklepu”, powodując fundamentalne szkody w charakterze ulic. „Kiedy nie masz sklepu, nie masz nikogo, kto stawia krzesło na ulicy” – mówi. „Dostajesz bramę i wyjeżdża SUV-a”.

Takie projekty przyczyniają się również do szybkiego upadku pozostałego dziedzictwa budowlanego miasta, ponieważ starożytne miejsca są wyburzane, aby zrobić miejsce dla tych pionowych wytłoczeń zawyżonych wartości gruntów. Według libańskiego ministerstwa kultury Bejrut stracił już jedną trzecią z 300 budynków uznanych za „dziedzictwo o najwyższym priorytecie”. Zostały zmiecione wraz z tkanką społeczną, którą wspierały.

Jest to wynik bez ograniczeń, który podważa cenne szczegóły, o które walczył Angus Gavina i jego architekci w centralnych obszarach ochrony, zaniedbanie szerszego obrazu, który zagraża całemu doświadczeniu miasta.

„Aby projekt taki jak ten działał”, mówi były dyrektor Solidere, „musisz stworzyć ekskluzywny klub, do którego każdy programista chce dołączyć”. Tyle że jest to klub, który wydaje się, że szybko wymknął się spod kontroli, jego uparty członkinie rzucają się w oczy, a branża deweloperska w Bejrucie nie jest obca presji politycznej, przekupstwu i groźbom.

„Kiedy zaczynaliśmy Solidere, widzieliśmy miasta na całym świecie korzystających z gwiazd architektów i pomyśleliśmy, dlaczego nie zrobimy tego też tutaj?” – dodaje tęsknie. „Być może przesadziliśmy”.


Czy błyszcząca przebudowa śródmieścia Bejrutu jest wszystkim, na co się wydaje?

Urocze młode pary kręcą mieszadełkami koktajlowymi na tarasach Zaitunay Bay w Bejrucie, patrząc na kojącą scenę wieczoru, którą można by unieść prosto z Monako lub Cannes. Światła błyszczących wież migoczą na wodzie, gdy grupa nastoletnich dziewcząt spaceruje po promenadzie z drewna tekowego, pozując do selfie przed świeżo wypolerowanymi super jachtami. Na końcu krętej esplanady, postrzępiona forma nowego klubu jachtowego, zaprojektowana przez tworzącego kształty amerykańskiego architekta Stevena Holla, wystaje w zatokę, zwieńczona apartamentami, które szczycą się jednymi z najdroższych widoków na Bliskim Wschodzie. Według notki marketingowej jest to „najlepsze nadmorskie miejsce na luksusowe życie i rekreację”, „zasługujące wyłącznie na potrzeby kulturalnej i społecznej elity regionu”.

Ale kiedy bojownicy Państwa Islamskiego gromadzą się na granicy z Syrią na wschodzie, w powietrzu panuje niespokojne napięcie. To zbliżające się zagrożenie, którego nie może zamaskować nawet butelka szampana na najbardziej ekskluzywnym tarasie w regionie. Są też oznaki, że pod osłoną blasku nabrzeża ten optymistyczny obraz czasów świetności Bejrutu – odrodzony jak feniks, 20 lat po tym, jak wojna domowa zniszczyła miasto w gruzy – może nie być taki, jak się wydaje. Centrum miasta szczyci się teraz nieskazitelnie odbudowanymi ulicami, wzdłuż których znajdują się sklepy Gucci i Prada, Hermès i Louis Vuitton, ale całe miejsce jest dziwnie opuszczone. Są zarośla nowych apartamentowców, ale za zasłonami zapala się niewiele świateł.

Na drugim końcu zatoki, od fasetowanej konstrukcji stalowej klubu jachtowego, znajduje się upiorna trupa starego hotelu St George, wyblakła skorupa z lat 30. XX wieku, która niegdyś była miejscem stąpania gwiazd filmowych i członków rodziny królewskiej, dyplomatów i szpiegów, lubieżnych epicentrum społeczne starego Bejrutu. Teraz jest niesamowitym reliktem, z ogromnym banerem nałożonym na martwą fasadę, wydrukowanym z trzypiętrowym znakiem zakazu wstępu z napisem: „STOP Solidere”.

Pod pustym budynkiem seria wystaw opowiada historię bitwy o nabrzeże. „Zatoka św. Jerzego nosi imię legendarnego bohatera, który zabił smoka terroryzującego jej brzegi” – czytamy. „Dzisiaj zatoka i jej mieszkańcy są ponownie atakowani przez hybrydowego potwora korporacyjnego Solidere, który – ani prywatny, ani publiczny – pożera własność publiczną, aby napełnić kieszenie swoich zwolenników”. Ostrzał i bomby samochodowe mogły na razie ustać, ale właściciele ziemscy i deweloperzy nadal są w stanie wojny.

Niegdyś symbol złotego wieku Bejrutu, dziś hotel St George jest tylko pustą skorupą w centrum epickiej bitwy na rynku nieruchomości, w której jego właściciel walczy z potężnymi deweloperami. Zdjęcie: Joseph Eid/AFP

Człowiekiem stojącym za tym miejskim plakatem protestacyjnym jest Fady El-Khoury, właściciel hotelu St George, który przez ostatnie 20 lat był w impasie prawnym z Solidere, firmą deweloperską stojącą za odbudową śródmieścia Bejrutu.

„To rabunek stulecia”, mówi mi. „Oni nielegalnie zajęli miasto ludziom, którzy są jego właścicielami, i odstawili pustą makietę Bejrutu bez nikogo z ludzi. To, co zrobili miastu, jest apokaliptyczne.

Solidere (skrót od Société Libanaise pour le Développement et la Reconstruction de Beyrouth) sterował rozwojem centrum miasta przez ostatnie dwie dekady, nadzorując powojenną odbudowę obszaru o powierzchni prawie 200 hektarów i nie bez kontrowersji. Jest to dziwna hybryda prywatno-publiczna, założona w 1994 roku przez miliardera i ówczesnego premiera Rafika Hariri, który został zamordowany w 2005 roku – przez bombę w samochodzie tuż przed hotelem St George – od tego czasu jego rodzina ma duży udział w Firma. Jest zarejestrowana jako firma prywatna, notowana na giełdzie, ale posiada również specjalne uprawnienia przymusowego zakupu i uprawnienia regulacyjne, dające jej mandat do zarządzania centrum miasta jak mini-lennem.

Był to jedyny sposób na przeprowadzenie kompleksowej przebudowy miejsca spustoszonego przez 15 lat działań wojennych, w oczach zwolenników, ale krytycy oskarżyli firmę o wykorzystywanie nękania i zastraszania w celu wypędzenia pierwotnych mieszkańców. Prawnik zajmujący się prawami człowieka Muhamad Mugraby określił ich zachowanie jako „formę czujności pod kolorem prawa”.

Ulica w przebudowanym historycznym centrum Bejrutu. Zdjęcie: Lola Claeys Bouuaert

Byli mieszkańcy i właściciele firm otrzymywali rekompensatę w postaci akcji Solidere, a nie gotówki, co zdaniem wielu było znacznie poniżej prawdziwej wartości. Właściciele mieli możliwość zachowania swojej własności i zwrotu udziałów, ale tylko wtedy, gdy mieli wystarczające środki na odrestaurowanie swoich budynków zgodnie z surowymi wytycznymi konserwacyjnymi Solidere – które wyznaczały wysokie standardy, zbyt uciążliwe dla większości. El-Khoury był jednym z nielicznych właścicieli, którzy byli na tyle zamożni, by się oprzeć, ale twierdzi, że od tamtej pory jego plany przebudowy hotelu zostały zablokowane.

„Zniszczyli moją przystań”, mówi, „i wypełnili nabrzeże ogromnymi wieżami. Kiedy skończą swój plan, słońce nie będzie w stanie dotrzeć do zatoki. Pozbawią miasto życia”.

Z 20 latami i dziesiątkami miliardów dolarów pod mostem, plan Solidere, aby stworzyć „najwspanialsze centrum miasta na Bliskim Wschodzie” jest teraz w połowie ukończony. Jest prześladowany przez lata nieustannej przemocy na tle religijnym i przewrotów politycznych, poruszających się między wolą 18 różnych grup religijnych a ich rywalizującymi roszczeniami. Czy zatem wynik spełnia najgorsze obawy El-Khoury'ego?

Masterplan, kierowany od początku przez brytyjskiego architekta i urbanistę Angusa Gavina, byłego członka London Docklands Development Corporation, jest dziwną mieszanką starannego projektowania urbanistycznego i konserwacji, usianej efektownymi wybuchami wielkich światowych architektów. Wiele ulic zostało nieskazitelnie przywróconych do ich świetności w stylu beaux-arts, z chodnikami z kolumnadami i pięknie rzeźbionymi kamieniami wzdłuż gzymsów i ościeżami okien, ożywiając połączenie francuskiego kolonialnego i lewantyńskiego języka ojczystego.

Squattersi żyjący w ruinach budynków wzdłuż dawnej Zielonej Linii Bejrutu w 1996 roku. Zdjęcie: Ed Kashi/Corbis

Mocno zniszczone działki zostały wypełnione współczesnymi blokami, które subtelnie odcinają proporcje i detale ich sąsiadów, w wyniku ścisłego kodeksu projektowego, który określał wszystko, od wyboru pięciu maślanych odcieni wapienia, po wysokość pierzei ulicy, do dwupiętrowego cofnięcia na wyższych poziomach, zapewniającego kontynuację pięknego miejskiego słojów. Początkowy plan zachowania niektórych podziurawionych i pokrytych bitwami fasad, został niestety przebity pragnieniem zbiorowej amnezji, która wymaże wszelkie pozostałości po konflikcie.

Rezultat jest imponujący, ale nieuchronnie w tonie Disneya. Te nowe pseudohistoryczne ulice przypominają siebie z dawnych czasów, ale zostały wskrzeszone jako ekskluzywne sobowtóry, cenne repliki dawnych, zużytych i lubianych bloków tych dzielnic o niższej klasie. Sklep spożywczy i rybny zostały wymienione na luksusowy butik i ekskluzywną restaurację, podczas gdy apartamenty nad sklepami zostały w większości sprzedane inwestorom z Zatoki Perskiej i bogatym emigrantom, a ich niebotyczne ceny są poza zasięgiem większości mieszkańców. miasto z rozpaczliwym brakiem tanich mieszkań.

„Segregacja finansowa w mieście tylko się pogarsza”, mówi Fabio Sukkar, absolwent ekonomii, który nadal mieszka z rodzicami w Bejrucie, usiłując znaleźć mieszkanie. „Nie ma tu już klasy średniej, tylko super bogaci i reszta z nas. To wynik kraju mafijnego”.

W oczach jednego z lokalnych architektów odrestaurowane śródmieście jest „dobrze wykonane, ale całkowicie sterylne”. „Nie ma żadnego chaosu i energii, które charakteryzują Bejrut” – dodaje. „Po prostu nie wydaje się już libańskie”.

Beirut Souks, centrum handlowe o powierzchni 100 000 m2 w centrum miasta, to mniej suku, a więcej poczekalni na lotnisku Duty Free. Zdjęcie: Hussein Malla/AP

Jest to krytyka, która z większą zaciekłością została zrównana z flagowym projektem, który znajduje się obok, Beirut Souks, zaprojektowanym przez hiszpańskiego architekta Rafaela Moneo z Kevinem Dashem, który został otwarty w 2009 roku. był tętniącym życiem centrum handlowym w mieście przez ostatnie 5000 lat, przybiera formę ogromnego centrum handlowego – mniej więcej wielkości londyńskiego Westfield Stratford City pod względem powierzchni. Podąża za starożytną grecką siatką ulic, ale robi to w niezwykle nowoczesnej formie z serią wielkich sklepionych arkad i blokujących się bloków dziedzińca.

Ale powstałe miejsce wydaje się mniej sukowe niż bezcłowy salon na lotnisku. To monotonny świat bardziej eleganckich marek, od Burberry po Tag Heuer, obsadzony przez bezczynnych sprzedawców oczekujących na obiecaną wizytę klientów, która jeszcze nie nadeszła. Nie ma w nim ani zagęszczenia miejskiego życia na sukach Trypolisu na północy Libanu, ani intensywnego przeciążenia sensorycznego zwykłych, tętniących życiem rynków arabskiego świata. Nadrzędnym wrażeniem jest dużo drogiego marmuru, polerowanego i patrolowanego przez armię sprzątaczy i ochroniarzy.

Do centrum handlowego ma dołączyć kolejny wysokiej klasy dom towarowy, zaprojektowany w formie skręconego rattanowego kosza przez Zahę Hadid, wraz ze spa i „centrum odnowy biologicznej” z apartamentami serwisowanymi ułożonymi na górze, przez amerykańską skórę architekt luksusu, Peter Marino.

Inne pobliskie bloki zostały oddane eklektycznej mieszance architektów z całego świata: włoski Giancarlo de Carlo ściera się z neoklasykami Robertem Adamem i Dimitrim Porphyriosem, robiąc swoje szalone rzeczy wraz z japońskim metabolistą Aratą Isozakim i hiszpańskim postmodernistą Ricardo Bofillem. Pewnego dnia na zróżnicowanej liście zakupów opracowanej przez Gavina i jego zespół pojawią się także budynki autorstwa Richarda Rogersa i Fumihiko Maki. Ale jest to dziwnie rozproszone podejście do oddania do użytku i takie, w którym projekt często wydaje się być powierzany zespołowi B praktyki, jakby ledwie wierzyli, że kiedykolwiek zostanie zbudowany. „Jeśli to zbudujemy, przyjdą” bez wątpienia brzmi mantra Solidere. Ale zbudowali już wiele i tak naprawdę nikt się nie pojawił.

„Jest tak pusto, że w ciągu dnia wydaje się, że jest noc” – mówi przedsiębiorca i producent filmowy z Bejrutu Georges Schoucair, który wie coś o tym, jak stworzyć atmosferę, będąc w trakcie zlecenia najbardziej nastrojowemu architektowi Libanu, Bernardowi Khoury, zaprojektowanie nowy kompleks artystyczny w mieście. „Zupełnie źle zmiksowali. Co tydzień zamyka się tuzin sklepów, bo czynsze są zbyt wysokie”.

Rendering rozwoju 3 Bejrut Fostera

Oczywiste jest, że mieszanka ta miała na celu zaspokojenie potrzeb bogatych arabskich turystów, ale gospodarka turystyczna Bejrutu mocno ucierpiała z powodu zakazu podróżowania nałożonego przez większość krajów Zatoki Perskiej od czasu wybuchu kryzysu w Syrii. W ostatnich latach ułamek liczby szejków na wakacjach przyjeżdżał, aby spalić pieniądze na dobra luksusowe i nielegalne przyjemności. Biznesplan Solidere opierał się na wiecznej kontynuacji długo pielęgnowanej roli miasta jako placu zabaw na Bliskim Wschodzie, pławiącego się w tryskającej fontannie saudyjskich pieniędzy, jakby nigdy nie miała zostać wyłączona. Ale z coraz bardziej opustoszałym śródmieściem rozbrzmiewających echem ulic, zaostrzanym przez naszyjnik wojskowych blokad drogowych, wymuszonych przez znajdujący się tutaj budynek parlamentu, jest to hazard, który wydaje się coraz mniej opłacalny.

Być może goście przestali przychodzić, ale to nie zniechęciło miasta do kontynuowania szalonego programu budowlanego. Globalny kryzys finansowy – przed którym Liban był w dużej mierze chroniony dzięki ostrożnym praktykom bankowym – przyspieszył przepływ kapitału z bardziej chwiejnych wybrzeży do boomu budowlanego w Bejrucie. I teraz rośnie sterydowa ikra tego napływu.

Mimo że wciąż są owinięte w ogrodzenia budowlane i zwieńczone kiwającymi się dźwigami, skala kolejnych faz Solidere szybko staje się widoczna na zachód od centrum miasta, w luksusowej dzielnicy mieszkalnej Mina El Hosn. Tam gargantuiczna, nachylona ściana klifu kompleksu 3 w Bejrucie Normana Fostera osiągnęła teraz swoją pełną wysokość 120 metrów, odsłaniając się jako gruba ściana trzech wież rozłożonych na całym bloku miejskim. Widać teraz charakterystyczny profil sąsiednich tarasów, Beirut Terraces autorstwa Herzoga & de Meuron, chwiejący się jak stroma sterta dokumentów na tle nieba. Być może stos banknotów byłby lepszą analogią: penthouse w tej „pionowej wiosce ze 130 żywymi doświadczeniami” wartej 500 milionów dolarów będzie kosztować ponad 13 milionów dolarów za sztukę. „Co by było, gdyby można było zamówić styl życia?” pyta strona promocyjna rozwoju. Sądząc po ciemnych oknach ukończonych dotychczas wież mieszkalnych miasta, odpowiedź nie będzie niepokoić inwestorów-kupujących, głównie libańskich emigrantów, którzy mogą odwiedzać tylko kilka dni w roku.

Wizja artystyczna wieży mieszkalnej Beirut Terraces autorstwa szwajcarskich architektów Herzoga & de Meuron

A po drodze jest tego więcej. Model miasta w centrali Solidere brzmi jak Who’s Who architektury, a każdy deweloper ściga się, by postawić na horyzoncie swój własny luksusowy totem. Jest tam monstrualna płyta Jeana Nouvela, na szczęście wstrzymana i teraz mało prawdopodobna, a także szklana wieża o wysokości 315 metrów zaplanowana przez Renzo Piano – na miejscu, które określało limit wysokości 120 metrów. Pewnego dnia na 70-hektarowej powierzchni zrekultywowanej ziemi, która na razie leży pusta jak uśpione nieużytki, pojawi się też pole wieżowców rozciągające się w kierunku morza. Jest to akt miejskiego wandalizmu na monumentalną skalę, wznoszący wielki mur między zatoką a miejscami w głębi lądu, które od wieków cieszą się pięknym widokiem. Wydaje się to również perwersyjnym posunięciem dla samego Solidere: po osadzeniu przez ścianę wież wartość jego własnego centralnego obszaru konserwatorskiego zostanie zmniejszona.

Ten wysyp wysokich budynków jest wynikiem zmiany prawa planistycznego, uchwalonego w 2004 roku, które złagodziło ograniczenia wysokości wież w zatłoczonych dzielnicach. „Kiedy czyta się tekst ustawy z 2004 r., jest on oczywiście pisany przez deweloperów” – mówi Mona Fawaz, profesor urbanistyki na American University of Beirut, w rozmowie z Al Jazeerą. „Ma wiele sztuczek, aby zbudować trochę więcej i zbudować trochę wyżej”.

Opisuje niedawną falę wież siedzących na potężnych blokach podium jako niepokojącą transformację, „gdzie parter ma bramę zamiast sklepu”, powodując fundamentalne szkody w charakterze ulic. „Kiedy nie masz sklepu, nie masz nikogo, kto stawia krzesło na ulicy” – mówi. „Dostajesz bramę i wyjeżdża SUV-a”.

Takie projekty przyczyniają się również do szybkiego upadku pozostałego dziedzictwa budowlanego miasta, ponieważ starożytne miejsca są wyburzane, aby zrobić miejsce dla tych pionowych wytłoczeń zawyżonych wartości gruntów. Według libańskiego ministerstwa kultury Bejrut stracił już jedną trzecią z 300 budynków uznanych za „dziedzictwo o najwyższym priorytecie”. Zostały zmiecione wraz z tkanką społeczną, którą wspierały.

Jest to wynik bez ograniczeń, który podważa cenne szczegóły, o które walczył Angus Gavina i jego architekci w centralnych obszarach ochrony, zaniedbanie szerszego obrazu, który zagraża całemu doświadczeniu miasta.

„Aby projekt taki jak ten działał”, mówi były dyrektor Solidere, „musisz stworzyć ekskluzywny klub, do którego każdy programista chce dołączyć”. Tyle że jest to klub, który wydaje się, że szybko wymknął się spod kontroli, jego uparty członkinie rzucają się w oczy, a branża deweloperska w Bejrucie nie jest obca presji politycznej, przekupstwu i groźbom.

„Kiedy zaczynaliśmy Solidere, widzieliśmy miasta na całym świecie korzystających z gwiazd architektów i pomyśleliśmy, dlaczego nie zrobimy tego też tutaj?” – dodaje tęsknie. „Być może przesadziliśmy”.


Czy błyszcząca przebudowa śródmieścia Bejrutu jest wszystkim, na co się wydaje?

Urocze młode pary kręcą mieszadełkami koktajlowymi na tarasach Zaitunay Bay w Bejrucie, patrząc na kojącą scenę wieczoru, którą można by unieść prosto z Monako lub Cannes. Światła błyszczących wież migoczą na wodzie, gdy grupa nastoletnich dziewcząt spaceruje po promenadzie z drewna tekowego, pozując do selfie przed świeżo wypolerowanymi super jachtami. Na końcu krętej esplanady, postrzępiona forma nowego klubu jachtowego, zaprojektowana przez tworzącego kształty amerykańskiego architekta Stevena Holla, wystaje w zatokę, zwieńczona apartamentami, które szczycą się jednymi z najdroższych widoków na Bliskim Wschodzie. Według notki marketingowej jest to „najlepsze nadmorskie miejsce na luksusowe życie i rekreację”, „zasługujące wyłącznie na potrzeby kulturalnej i społecznej elity regionu”.

Ale kiedy bojownicy Państwa Islamskiego gromadzą się na granicy z Syrią na wschodzie, w powietrzu panuje niespokojne napięcie. To zbliżające się zagrożenie, którego nie może zamaskować nawet butelka szampana na najbardziej ekskluzywnym tarasie w regionie. Są też oznaki, że pod osłoną blasku nabrzeża ten optymistyczny obraz czasów świetności Bejrutu – odrodzony jak feniks, 20 lat po tym, jak wojna domowa zniszczyła miasto w gruzy – może nie być taki, jak się wydaje. Centrum miasta szczyci się teraz nieskazitelnie odbudowanymi ulicami, wzdłuż których znajdują się sklepy Gucci i Prada, Hermès i Louis Vuitton, ale całe miejsce jest dziwnie opuszczone. Są zarośla nowych apartamentowców, ale za zasłonami zapala się niewiele świateł.

Na drugim końcu zatoki, od fasetowanej konstrukcji stalowej klubu jachtowego, znajduje się upiorna trupa starego hotelu St George, wyblakła skorupa z lat 30. XX wieku, która niegdyś była miejscem stąpania gwiazd filmowych i członków rodziny królewskiej, dyplomatów i szpiegów, lubieżnych epicentrum społeczne starego Bejrutu. Teraz jest niesamowitym reliktem, z ogromnym banerem nałożonym na martwą fasadę, wydrukowanym z trzypiętrowym znakiem zakazu wstępu z napisem: „STOP Solidere”.

Pod pustym budynkiem seria wystaw opowiada historię bitwy o nabrzeże. „Zatoka św. Jerzego nosi imię legendarnego bohatera, który zabił smoka terroryzującego jej brzegi” – czytamy. „Dzisiaj zatoka i jej mieszkańcy są ponownie atakowani przez hybrydowego potwora korporacyjnego Solidere, który – ani prywatny, ani publiczny – pożera własność publiczną, aby napełnić kieszenie swoich zwolenników”. Ostrzał i bomby samochodowe mogły na razie ustać, ale właściciele ziemscy i deweloperzy nadal są w stanie wojny.

Niegdyś symbol złotego wieku Bejrutu, dziś hotel St George jest tylko pustą skorupą w centrum epickiej bitwy na rynku nieruchomości, w której jego właściciel walczy z potężnymi deweloperami. Zdjęcie: Joseph Eid/AFP

Człowiekiem stojącym za tym miejskim plakatem protestacyjnym jest Fady El-Khoury, właściciel hotelu St George, który przez ostatnie 20 lat był w impasie prawnym z Solidere, firmą deweloperską stojącą za odbudową śródmieścia Bejrutu.

„To rabunek stulecia”, mówi mi. „Oni nielegalnie zajęli miasto ludziom, którzy są jego właścicielami, i odstawili pustą makietę Bejrutu bez nikogo z ludzi. To, co zrobili miastu, jest apokaliptyczne.

Solidere (skrót od Société Libanaise pour le Développement et la Reconstruction de Beyrouth) sterował rozwojem centrum miasta przez ostatnie dwie dekady, nadzorując powojenną odbudowę obszaru o powierzchni prawie 200 hektarów i nie bez kontrowersji. Jest to dziwna hybryda prywatno-publiczna, założona w 1994 roku przez miliardera i ówczesnego premiera Rafika Hariri, który został zamordowany w 2005 roku – przez bombę w samochodzie tuż przed hotelem St George – od tego czasu jego rodzina ma duży udział w Firma. Jest zarejestrowana jako firma prywatna, notowana na giełdzie, ale posiada również specjalne uprawnienia przymusowego zakupu i uprawnienia regulacyjne, dające jej mandat do zarządzania centrum miasta jak mini-lennem.

Był to jedyny sposób na przeprowadzenie kompleksowej przebudowy miejsca spustoszonego przez 15 lat działań wojennych, w oczach zwolenników, ale krytycy oskarżyli firmę o wykorzystywanie nękania i zastraszania w celu wypędzenia pierwotnych mieszkańców. Prawnik zajmujący się prawami człowieka Muhamad Mugraby określił ich zachowanie jako „formę czujności pod kolorem prawa”.

Ulica w przebudowanym historycznym centrum Bejrutu. Zdjęcie: Lola Claeys Bouuaert

Byli mieszkańcy i właściciele firm otrzymywali rekompensatę w postaci akcji Solidere, a nie gotówki, co zdaniem wielu było znacznie poniżej prawdziwej wartości. Właściciele mieli możliwość zachowania swojej własności i zwrotu udziałów, ale tylko wtedy, gdy mieli wystarczające środki na odrestaurowanie swoich budynków zgodnie z surowymi wytycznymi konserwacyjnymi Solidere – które wyznaczały wysokie standardy, zbyt uciążliwe dla większości. El-Khoury był jednym z nielicznych właścicieli, którzy byli na tyle zamożni, by się oprzeć, ale twierdzi, że od tamtej pory jego plany przebudowy hotelu zostały zablokowane.

„Zniszczyli moją przystań”, mówi, „i wypełnili nabrzeże ogromnymi wieżami. Kiedy skończą swój plan, słońce nie będzie w stanie dotrzeć do zatoki. Pozbawią miasto życia”.

Z 20 latami i dziesiątkami miliardów dolarów pod mostem, plan Solidere, aby stworzyć „najwspanialsze centrum miasta na Bliskim Wschodzie” jest teraz w połowie ukończony. Jest prześladowany przez lata nieustannej przemocy na tle religijnym i przewrotów politycznych, poruszających się między wolą 18 różnych grup religijnych a ich rywalizującymi roszczeniami. Czy zatem wynik spełnia najgorsze obawy El-Khoury'ego?

Masterplan, kierowany od początku przez brytyjskiego architekta i urbanistę Angusa Gavina, byłego członka London Docklands Development Corporation, jest dziwną mieszanką starannego projektowania urbanistycznego i konserwacji, usianej efektownymi wybuchami wielkich światowych architektów. Wiele ulic zostało nieskazitelnie przywróconych do ich świetności w stylu beaux-arts, z chodnikami z kolumnadami i pięknie rzeźbionymi kamieniami wzdłuż gzymsów i ościeżami okien, ożywiając połączenie francuskiego kolonialnego i lewantyńskiego języka ojczystego.

Squattersi żyjący w ruinach budynków wzdłuż dawnej Zielonej Linii Bejrutu w 1996 roku. Zdjęcie: Ed Kashi/Corbis

Mocno zniszczone działki zostały wypełnione współczesnymi blokami, które subtelnie odcinają proporcje i detale ich sąsiadów, w wyniku ścisłego kodeksu projektowego, który określał wszystko, od wyboru pięciu maślanych odcieni wapienia, po wysokość pierzei ulicy, do dwupiętrowego cofnięcia na wyższych poziomach, zapewniającego kontynuację pięknego miejskiego słojów. Początkowy plan zachowania niektórych podziurawionych i pokrytych bitwami fasad, został niestety przebity pragnieniem zbiorowej amnezji, która wymaże wszelkie pozostałości po konflikcie.

Rezultat jest imponujący, ale nieuchronnie w tonie Disneya. Te nowe pseudohistoryczne ulice przypominają siebie z dawnych czasów, ale zostały wskrzeszone jako ekskluzywne sobowtóry, cenne repliki dawnych, zużytych i lubianych bloków tych dzielnic o niższej klasie. Sklep spożywczy i rybny zostały wymienione na luksusowy butik i ekskluzywną restaurację, podczas gdy apartamenty nad sklepami zostały w większości sprzedane inwestorom z Zatoki Perskiej i bogatym emigrantom, a ich niebotyczne ceny są poza zasięgiem większości mieszkańców. miasto z rozpaczliwym brakiem tanich mieszkań.

„Segregacja finansowa w mieście tylko się pogarsza”, mówi Fabio Sukkar, absolwent ekonomii, który nadal mieszka z rodzicami w Bejrucie, usiłując znaleźć mieszkanie. „Nie ma tu już klasy średniej, tylko super bogaci i reszta z nas. To wynik kraju mafijnego”.

W oczach jednego z lokalnych architektów odrestaurowane śródmieście jest „dobrze wykonane, ale całkowicie sterylne”. „Nie ma żadnego chaosu i energii, które charakteryzują Bejrut” – dodaje. „Po prostu nie wydaje się już libańskie”.

Beirut Souks, centrum handlowe o powierzchni 100 000 m2 w centrum miasta, to mniej suku, a więcej poczekalni na lotnisku Duty Free. Zdjęcie: Hussein Malla/AP

Jest to krytyka, która z większą zaciekłością została zrównana z flagowym projektem, który znajduje się obok, Beirut Souks, zaprojektowanym przez hiszpańskiego architekta Rafaela Moneo z Kevinem Dashem, który został otwarty w 2009 roku. był tętniącym życiem centrum handlowym w mieście przez ostatnie 5000 lat, przybiera formę ogromnego centrum handlowego – mniej więcej wielkości londyńskiego Westfield Stratford City pod względem powierzchni. Podąża za starożytną grecką siatką ulic, ale robi to w niezwykle nowoczesnej formie z serią wielkich sklepionych arkad i blokujących się bloków dziedzińca.

Ale powstałe miejsce wydaje się mniej sukowe niż bezcłowy salon na lotnisku. To monotonny świat bardziej eleganckich marek, od Burberry po Tag Heuer, obsadzony przez bezczynnych sprzedawców oczekujących na obiecaną wizytę klientów, która jeszcze nie nadeszła. Nie ma w nim ani zagęszczenia miejskiego życia na sukach Trypolisu na północy Libanu, ani intensywnego przeciążenia sensorycznego zwykłych, tętniących życiem rynków arabskiego świata. Nadrzędnym wrażeniem jest dużo drogiego marmuru, polerowanego i patrolowanego przez armię sprzątaczy i ochroniarzy.

Do centrum handlowego ma dołączyć kolejny wysokiej klasy dom towarowy, zaprojektowany w formie skręconego rattanowego kosza przez Zahę Hadid, wraz ze spa i „centrum odnowy biologicznej” z apartamentami serwisowanymi ułożonymi na górze, przez amerykańską skórę architekt luksusu, Peter Marino.

Inne pobliskie bloki zostały oddane eklektycznej mieszance architektów z całego świata: włoski Giancarlo de Carlo ściera się z neoklasykami Robertem Adamem i Dimitrim Porphyriosem, robiąc swoje szalone rzeczy wraz z japońskim metabolistą Aratą Isozakim i hiszpańskim postmodernistą Ricardo Bofillem. Pewnego dnia na zróżnicowanej liście zakupów opracowanej przez Gavina i jego zespół pojawią się także budynki autorstwa Richarda Rogersa i Fumihiko Maki. Ale jest to dziwnie rozproszone podejście do oddania do użytku i takie, w którym projekt często wydaje się być powierzany zespołowi B praktyki, jakby ledwie wierzyli, że kiedykolwiek zostanie zbudowany. „Jeśli to zbudujemy, przyjdą” bez wątpienia brzmi mantra Solidere. Ale zbudowali już wiele i tak naprawdę nikt się nie pojawił.

„Jest tak pusto, że w ciągu dnia wydaje się, że jest noc” – mówi przedsiębiorca i producent filmowy z Bejrutu Georges Schoucair, który wie coś o tym, jak stworzyć atmosferę, będąc w trakcie zlecenia najbardziej nastrojowemu architektowi Libanu, Bernardowi Khoury, zaprojektowanie nowy kompleks artystyczny w mieście. „Zupełnie źle zmiksowali. Co tydzień zamyka się tuzin sklepów, bo czynsze są zbyt wysokie”.

Rendering rozwoju 3 Bejrut Fostera

Oczywiste jest, że mieszanka ta miała na celu zaspokojenie potrzeb bogatych arabskich turystów, ale gospodarka turystyczna Bejrutu mocno ucierpiała z powodu zakazu podróżowania nałożonego przez większość krajów Zatoki Perskiej od czasu wybuchu kryzysu w Syrii. W ostatnich latach ułamek liczby szejków na wakacjach przyjeżdżał, aby spalić pieniądze na dobra luksusowe i nielegalne przyjemności. Biznesplan Solidere opierał się na wiecznej kontynuacji długo pielęgnowanej roli miasta jako placu zabaw na Bliskim Wschodzie, pławiącego się w tryskającej fontannie saudyjskich pieniędzy, jakby nigdy nie miała zostać wyłączona. Ale z coraz bardziej opustoszałym śródmieściem rozbrzmiewających echem ulic, zaostrzanym przez naszyjnik wojskowych blokad drogowych, wymuszonych przez znajdujący się tutaj budynek parlamentu, jest to hazard, który wydaje się coraz mniej opłacalny.

Być może goście przestali przychodzić, ale to nie zniechęciło miasta do kontynuowania szalonego programu budowlanego.Globalny kryzys finansowy – przed którym Liban był w dużej mierze chroniony dzięki ostrożnym praktykom bankowym – przyspieszył przepływ kapitału z bardziej chwiejnych wybrzeży do boomu budowlanego w Bejrucie. I teraz rośnie sterydowa ikra tego napływu.

Mimo że wciąż są owinięte w ogrodzenia budowlane i zwieńczone kiwającymi się dźwigami, skala kolejnych faz Solidere szybko staje się widoczna na zachód od centrum miasta, w luksusowej dzielnicy mieszkalnej Mina El Hosn. Tam gargantuiczna, nachylona ściana klifu kompleksu 3 w Bejrucie Normana Fostera osiągnęła teraz swoją pełną wysokość 120 metrów, odsłaniając się jako gruba ściana trzech wież rozłożonych na całym bloku miejskim. Widać teraz charakterystyczny profil sąsiednich tarasów, Beirut Terraces autorstwa Herzoga & de Meuron, chwiejący się jak stroma sterta dokumentów na tle nieba. Być może stos banknotów byłby lepszą analogią: penthouse w tej „pionowej wiosce ze 130 żywymi doświadczeniami” wartej 500 milionów dolarów będzie kosztować ponad 13 milionów dolarów za sztukę. „Co by było, gdyby można było zamówić styl życia?” pyta strona promocyjna rozwoju. Sądząc po ciemnych oknach ukończonych dotychczas wież mieszkalnych miasta, odpowiedź nie będzie niepokoić inwestorów-kupujących, głównie libańskich emigrantów, którzy mogą odwiedzać tylko kilka dni w roku.

Wizja artystyczna wieży mieszkalnej Beirut Terraces autorstwa szwajcarskich architektów Herzoga & de Meuron

A po drodze jest tego więcej. Model miasta w centrali Solidere brzmi jak Who’s Who architektury, a każdy deweloper ściga się, by postawić na horyzoncie swój własny luksusowy totem. Jest tam monstrualna płyta Jeana Nouvela, na szczęście wstrzymana i teraz mało prawdopodobna, a także szklana wieża o wysokości 315 metrów zaplanowana przez Renzo Piano – na miejscu, które określało limit wysokości 120 metrów. Pewnego dnia na 70-hektarowej powierzchni zrekultywowanej ziemi, która na razie leży pusta jak uśpione nieużytki, pojawi się też pole wieżowców rozciągające się w kierunku morza. Jest to akt miejskiego wandalizmu na monumentalną skalę, wznoszący wielki mur między zatoką a miejscami w głębi lądu, które od wieków cieszą się pięknym widokiem. Wydaje się to również perwersyjnym posunięciem dla samego Solidere: po osadzeniu przez ścianę wież wartość jego własnego centralnego obszaru konserwatorskiego zostanie zmniejszona.

Ten wysyp wysokich budynków jest wynikiem zmiany prawa planistycznego, uchwalonego w 2004 roku, które złagodziło ograniczenia wysokości wież w zatłoczonych dzielnicach. „Kiedy czyta się tekst ustawy z 2004 r., jest on oczywiście pisany przez deweloperów” – mówi Mona Fawaz, profesor urbanistyki na American University of Beirut, w rozmowie z Al Jazeerą. „Ma wiele sztuczek, aby zbudować trochę więcej i zbudować trochę wyżej”.

Opisuje niedawną falę wież siedzących na potężnych blokach podium jako niepokojącą transformację, „gdzie parter ma bramę zamiast sklepu”, powodując fundamentalne szkody w charakterze ulic. „Kiedy nie masz sklepu, nie masz nikogo, kto stawia krzesło na ulicy” – mówi. „Dostajesz bramę i wyjeżdża SUV-a”.

Takie projekty przyczyniają się również do szybkiego upadku pozostałego dziedzictwa budowlanego miasta, ponieważ starożytne miejsca są wyburzane, aby zrobić miejsce dla tych pionowych wytłoczeń zawyżonych wartości gruntów. Według libańskiego ministerstwa kultury Bejrut stracił już jedną trzecią z 300 budynków uznanych za „dziedzictwo o najwyższym priorytecie”. Zostały zmiecione wraz z tkanką społeczną, którą wspierały.

Jest to wynik bez ograniczeń, który podważa cenne szczegóły, o które walczył Angus Gavina i jego architekci w centralnych obszarach ochrony, zaniedbanie szerszego obrazu, który zagraża całemu doświadczeniu miasta.

„Aby projekt taki jak ten działał”, mówi były dyrektor Solidere, „musisz stworzyć ekskluzywny klub, do którego każdy programista chce dołączyć”. Tyle że jest to klub, który wydaje się, że szybko wymknął się spod kontroli, jego uparty członkinie rzucają się w oczy, a branża deweloperska w Bejrucie nie jest obca presji politycznej, przekupstwu i groźbom.

„Kiedy zaczynaliśmy Solidere, widzieliśmy miasta na całym świecie korzystających z gwiazd architektów i pomyśleliśmy, dlaczego nie zrobimy tego też tutaj?” – dodaje tęsknie. „Być może przesadziliśmy”.


Czy błyszcząca przebudowa śródmieścia Bejrutu jest wszystkim, na co się wydaje?

Urocze młode pary kręcą mieszadełkami koktajlowymi na tarasach Zaitunay Bay w Bejrucie, patrząc na kojącą scenę wieczoru, którą można by unieść prosto z Monako lub Cannes. Światła błyszczących wież migoczą na wodzie, gdy grupa nastoletnich dziewcząt spaceruje po promenadzie z drewna tekowego, pozując do selfie przed świeżo wypolerowanymi super jachtami. Na końcu krętej esplanady, postrzępiona forma nowego klubu jachtowego, zaprojektowana przez tworzącego kształty amerykańskiego architekta Stevena Holla, wystaje w zatokę, zwieńczona apartamentami, które szczycą się jednymi z najdroższych widoków na Bliskim Wschodzie. Według notki marketingowej jest to „najlepsze nadmorskie miejsce na luksusowe życie i rekreację”, „zasługujące wyłącznie na potrzeby kulturalnej i społecznej elity regionu”.

Ale kiedy bojownicy Państwa Islamskiego gromadzą się na granicy z Syrią na wschodzie, w powietrzu panuje niespokojne napięcie. To zbliżające się zagrożenie, którego nie może zamaskować nawet butelka szampana na najbardziej ekskluzywnym tarasie w regionie. Są też oznaki, że pod osłoną blasku nabrzeża ten optymistyczny obraz czasów świetności Bejrutu – odrodzony jak feniks, 20 lat po tym, jak wojna domowa zniszczyła miasto w gruzy – może nie być taki, jak się wydaje. Centrum miasta szczyci się teraz nieskazitelnie odbudowanymi ulicami, wzdłuż których znajdują się sklepy Gucci i Prada, Hermès i Louis Vuitton, ale całe miejsce jest dziwnie opuszczone. Są zarośla nowych apartamentowców, ale za zasłonami zapala się niewiele świateł.

Na drugim końcu zatoki, od fasetowanej konstrukcji stalowej klubu jachtowego, znajduje się upiorna trupa starego hotelu St George, wyblakła skorupa z lat 30. XX wieku, która niegdyś była miejscem stąpania gwiazd filmowych i członków rodziny królewskiej, dyplomatów i szpiegów, lubieżnych epicentrum społeczne starego Bejrutu. Teraz jest niesamowitym reliktem, z ogromnym banerem nałożonym na martwą fasadę, wydrukowanym z trzypiętrowym znakiem zakazu wstępu z napisem: „STOP Solidere”.

Pod pustym budynkiem seria wystaw opowiada historię bitwy o nabrzeże. „Zatoka św. Jerzego nosi imię legendarnego bohatera, który zabił smoka terroryzującego jej brzegi” – czytamy. „Dzisiaj zatoka i jej mieszkańcy są ponownie atakowani przez hybrydowego potwora korporacyjnego Solidere, który – ani prywatny, ani publiczny – pożera własność publiczną, aby napełnić kieszenie swoich zwolenników”. Ostrzał i bomby samochodowe mogły na razie ustać, ale właściciele ziemscy i deweloperzy nadal są w stanie wojny.

Niegdyś symbol złotego wieku Bejrutu, dziś hotel St George jest tylko pustą skorupą w centrum epickiej bitwy na rynku nieruchomości, w której jego właściciel walczy z potężnymi deweloperami. Zdjęcie: Joseph Eid/AFP

Człowiekiem stojącym za tym miejskim plakatem protestacyjnym jest Fady El-Khoury, właściciel hotelu St George, który przez ostatnie 20 lat był w impasie prawnym z Solidere, firmą deweloperską stojącą za odbudową śródmieścia Bejrutu.

„To rabunek stulecia”, mówi mi. „Oni nielegalnie zajęli miasto ludziom, którzy są jego właścicielami, i odstawili pustą makietę Bejrutu bez nikogo z ludzi. To, co zrobili miastu, jest apokaliptyczne.

Solidere (skrót od Société Libanaise pour le Développement et la Reconstruction de Beyrouth) sterował rozwojem centrum miasta przez ostatnie dwie dekady, nadzorując powojenną odbudowę obszaru o powierzchni prawie 200 hektarów i nie bez kontrowersji. Jest to dziwna hybryda prywatno-publiczna, założona w 1994 roku przez miliardera i ówczesnego premiera Rafika Hariri, który został zamordowany w 2005 roku – przez bombę w samochodzie tuż przed hotelem St George – od tego czasu jego rodzina ma duży udział w Firma. Jest zarejestrowana jako firma prywatna, notowana na giełdzie, ale posiada również specjalne uprawnienia przymusowego zakupu i uprawnienia regulacyjne, dające jej mandat do zarządzania centrum miasta jak mini-lennem.

Był to jedyny sposób na przeprowadzenie kompleksowej przebudowy miejsca spustoszonego przez 15 lat działań wojennych, w oczach zwolenników, ale krytycy oskarżyli firmę o wykorzystywanie nękania i zastraszania w celu wypędzenia pierwotnych mieszkańców. Prawnik zajmujący się prawami człowieka Muhamad Mugraby określił ich zachowanie jako „formę czujności pod kolorem prawa”.

Ulica w przebudowanym historycznym centrum Bejrutu. Zdjęcie: Lola Claeys Bouuaert

Byli mieszkańcy i właściciele firm otrzymywali rekompensatę w postaci akcji Solidere, a nie gotówki, co zdaniem wielu było znacznie poniżej prawdziwej wartości. Właściciele mieli możliwość zachowania swojej własności i zwrotu udziałów, ale tylko wtedy, gdy mieli wystarczające środki na odrestaurowanie swoich budynków zgodnie z surowymi wytycznymi konserwacyjnymi Solidere – które wyznaczały wysokie standardy, zbyt uciążliwe dla większości. El-Khoury był jednym z nielicznych właścicieli, którzy byli na tyle zamożni, by się oprzeć, ale twierdzi, że od tamtej pory jego plany przebudowy hotelu zostały zablokowane.

„Zniszczyli moją przystań”, mówi, „i wypełnili nabrzeże ogromnymi wieżami. Kiedy skończą swój plan, słońce nie będzie w stanie dotrzeć do zatoki. Pozbawią miasto życia”.

Z 20 latami i dziesiątkami miliardów dolarów pod mostem, plan Solidere, aby stworzyć „najwspanialsze centrum miasta na Bliskim Wschodzie” jest teraz w połowie ukończony. Jest prześladowany przez lata nieustannej przemocy na tle religijnym i przewrotów politycznych, poruszających się między wolą 18 różnych grup religijnych a ich rywalizującymi roszczeniami. Czy zatem wynik spełnia najgorsze obawy El-Khoury'ego?

Masterplan, kierowany od początku przez brytyjskiego architekta i urbanistę Angusa Gavina, byłego członka London Docklands Development Corporation, jest dziwną mieszanką starannego projektowania urbanistycznego i konserwacji, usianej efektownymi wybuchami wielkich światowych architektów. Wiele ulic zostało nieskazitelnie przywróconych do ich świetności w stylu beaux-arts, z chodnikami z kolumnadami i pięknie rzeźbionymi kamieniami wzdłuż gzymsów i ościeżami okien, ożywiając połączenie francuskiego kolonialnego i lewantyńskiego języka ojczystego.

Squattersi żyjący w ruinach budynków wzdłuż dawnej Zielonej Linii Bejrutu w 1996 roku. Zdjęcie: Ed Kashi/Corbis

Mocno zniszczone działki zostały wypełnione współczesnymi blokami, które subtelnie odcinają proporcje i detale ich sąsiadów, w wyniku ścisłego kodeksu projektowego, który określał wszystko, od wyboru pięciu maślanych odcieni wapienia, po wysokość pierzei ulicy, do dwupiętrowego cofnięcia na wyższych poziomach, zapewniającego kontynuację pięknego miejskiego słojów. Początkowy plan zachowania niektórych podziurawionych i pokrytych bitwami fasad, został niestety przebity pragnieniem zbiorowej amnezji, która wymaże wszelkie pozostałości po konflikcie.

Rezultat jest imponujący, ale nieuchronnie w tonie Disneya. Te nowe pseudohistoryczne ulice przypominają siebie z dawnych czasów, ale zostały wskrzeszone jako ekskluzywne sobowtóry, cenne repliki dawnych, zużytych i lubianych bloków tych dzielnic o niższej klasie. Sklep spożywczy i rybny zostały wymienione na luksusowy butik i ekskluzywną restaurację, podczas gdy apartamenty nad sklepami zostały w większości sprzedane inwestorom z Zatoki Perskiej i bogatym emigrantom, a ich niebotyczne ceny są poza zasięgiem większości mieszkańców. miasto z rozpaczliwym brakiem tanich mieszkań.

„Segregacja finansowa w mieście tylko się pogarsza”, mówi Fabio Sukkar, absolwent ekonomii, który nadal mieszka z rodzicami w Bejrucie, usiłując znaleźć mieszkanie. „Nie ma tu już klasy średniej, tylko super bogaci i reszta z nas. To wynik kraju mafijnego”.

W oczach jednego z lokalnych architektów odrestaurowane śródmieście jest „dobrze wykonane, ale całkowicie sterylne”. „Nie ma żadnego chaosu i energii, które charakteryzują Bejrut” – dodaje. „Po prostu nie wydaje się już libańskie”.

Beirut Souks, centrum handlowe o powierzchni 100 000 m2 w centrum miasta, to mniej suku, a więcej poczekalni na lotnisku Duty Free. Zdjęcie: Hussein Malla/AP

Jest to krytyka, która z większą zaciekłością została zrównana z flagowym projektem, który znajduje się obok, Beirut Souks, zaprojektowanym przez hiszpańskiego architekta Rafaela Moneo z Kevinem Dashem, który został otwarty w 2009 roku. był tętniącym życiem centrum handlowym w mieście przez ostatnie 5000 lat, przybiera formę ogromnego centrum handlowego – mniej więcej wielkości londyńskiego Westfield Stratford City pod względem powierzchni. Podąża za starożytną grecką siatką ulic, ale robi to w niezwykle nowoczesnej formie z serią wielkich sklepionych arkad i blokujących się bloków dziedzińca.

Ale powstałe miejsce wydaje się mniej sukowe niż bezcłowy salon na lotnisku. To monotonny świat bardziej eleganckich marek, od Burberry po Tag Heuer, obsadzony przez bezczynnych sprzedawców oczekujących na obiecaną wizytę klientów, która jeszcze nie nadeszła. Nie ma w nim ani zagęszczenia miejskiego życia na sukach Trypolisu na północy Libanu, ani intensywnego przeciążenia sensorycznego zwykłych, tętniących życiem rynków arabskiego świata. Nadrzędnym wrażeniem jest dużo drogiego marmuru, polerowanego i patrolowanego przez armię sprzątaczy i ochroniarzy.

Do centrum handlowego ma dołączyć kolejny wysokiej klasy dom towarowy, zaprojektowany w formie skręconego rattanowego kosza przez Zahę Hadid, wraz ze spa i „centrum odnowy biologicznej” z apartamentami serwisowanymi ułożonymi na górze, przez amerykańską skórę architekt luksusu, Peter Marino.

Inne pobliskie bloki zostały oddane eklektycznej mieszance architektów z całego świata: włoski Giancarlo de Carlo ściera się z neoklasykami Robertem Adamem i Dimitrim Porphyriosem, robiąc swoje szalone rzeczy wraz z japońskim metabolistą Aratą Isozakim i hiszpańskim postmodernistą Ricardo Bofillem. Pewnego dnia na zróżnicowanej liście zakupów opracowanej przez Gavina i jego zespół pojawią się także budynki autorstwa Richarda Rogersa i Fumihiko Maki. Ale jest to dziwnie rozproszone podejście do oddania do użytku i takie, w którym projekt często wydaje się być powierzany zespołowi B praktyki, jakby ledwie wierzyli, że kiedykolwiek zostanie zbudowany. „Jeśli to zbudujemy, przyjdą” bez wątpienia brzmi mantra Solidere. Ale zbudowali już wiele i tak naprawdę nikt się nie pojawił.

„Jest tak pusto, że w ciągu dnia wydaje się, że jest noc” – mówi przedsiębiorca i producent filmowy z Bejrutu Georges Schoucair, który wie coś o tym, jak stworzyć atmosferę, będąc w trakcie zlecenia najbardziej nastrojowemu architektowi Libanu, Bernardowi Khoury, zaprojektowanie nowy kompleks artystyczny w mieście. „Zupełnie źle zmiksowali. Co tydzień zamyka się tuzin sklepów, bo czynsze są zbyt wysokie”.

Rendering rozwoju 3 Bejrut Fostera

Oczywiste jest, że mieszanka ta miała na celu zaspokojenie potrzeb bogatych arabskich turystów, ale gospodarka turystyczna Bejrutu mocno ucierpiała z powodu zakazu podróżowania nałożonego przez większość krajów Zatoki Perskiej od czasu wybuchu kryzysu w Syrii. W ostatnich latach ułamek liczby szejków na wakacjach przyjeżdżał, aby spalić pieniądze na dobra luksusowe i nielegalne przyjemności. Biznesplan Solidere opierał się na wiecznej kontynuacji długo pielęgnowanej roli miasta jako placu zabaw na Bliskim Wschodzie, pławiącego się w tryskającej fontannie saudyjskich pieniędzy, jakby nigdy nie miała zostać wyłączona. Ale z coraz bardziej opustoszałym śródmieściem rozbrzmiewających echem ulic, zaostrzanym przez naszyjnik wojskowych blokad drogowych, wymuszonych przez znajdujący się tutaj budynek parlamentu, jest to hazard, który wydaje się coraz mniej opłacalny.

Być może goście przestali przychodzić, ale to nie zniechęciło miasta do kontynuowania szalonego programu budowlanego. Globalny kryzys finansowy – przed którym Liban był w dużej mierze chroniony dzięki ostrożnym praktykom bankowym – przyspieszył przepływ kapitału z bardziej chwiejnych wybrzeży do boomu budowlanego w Bejrucie. I teraz rośnie sterydowa ikra tego napływu.

Mimo że wciąż są owinięte w ogrodzenia budowlane i zwieńczone kiwającymi się dźwigami, skala kolejnych faz Solidere szybko staje się widoczna na zachód od centrum miasta, w luksusowej dzielnicy mieszkalnej Mina El Hosn. Tam gargantuiczna, nachylona ściana klifu kompleksu 3 w Bejrucie Normana Fostera osiągnęła teraz swoją pełną wysokość 120 metrów, odsłaniając się jako gruba ściana trzech wież rozłożonych na całym bloku miejskim. Widać teraz charakterystyczny profil sąsiednich tarasów, Beirut Terraces autorstwa Herzoga & de Meuron, chwiejący się jak stroma sterta dokumentów na tle nieba. Być może stos banknotów byłby lepszą analogią: penthouse w tej „pionowej wiosce ze 130 żywymi doświadczeniami” wartej 500 milionów dolarów będzie kosztować ponad 13 milionów dolarów za sztukę. „Co by było, gdyby można było zamówić styl życia?” pyta strona promocyjna rozwoju. Sądząc po ciemnych oknach ukończonych dotychczas wież mieszkalnych miasta, odpowiedź nie będzie niepokoić inwestorów-kupujących, głównie libańskich emigrantów, którzy mogą odwiedzać tylko kilka dni w roku.

Wizja artystyczna wieży mieszkalnej Beirut Terraces autorstwa szwajcarskich architektów Herzoga & de Meuron

A po drodze jest tego więcej. Model miasta w centrali Solidere brzmi jak Who’s Who architektury, a każdy deweloper ściga się, by postawić na horyzoncie swój własny luksusowy totem. Jest tam monstrualna płyta Jeana Nouvela, na szczęście wstrzymana i teraz mało prawdopodobna, a także szklana wieża o wysokości 315 metrów zaplanowana przez Renzo Piano – na miejscu, które określało limit wysokości 120 metrów. Pewnego dnia na 70-hektarowej powierzchni zrekultywowanej ziemi, która na razie leży pusta jak uśpione nieużytki, pojawi się też pole wieżowców rozciągające się w kierunku morza. Jest to akt miejskiego wandalizmu na monumentalną skalę, wznoszący wielki mur między zatoką a miejscami w głębi lądu, które od wieków cieszą się pięknym widokiem. Wydaje się to również perwersyjnym posunięciem dla samego Solidere: po osadzeniu przez ścianę wież wartość jego własnego centralnego obszaru konserwatorskiego zostanie zmniejszona.

Ten wysyp wysokich budynków jest wynikiem zmiany prawa planistycznego, uchwalonego w 2004 roku, które złagodziło ograniczenia wysokości wież w zatłoczonych dzielnicach. „Kiedy czyta się tekst ustawy z 2004 r., jest on oczywiście pisany przez deweloperów” – mówi Mona Fawaz, profesor urbanistyki na American University of Beirut, w rozmowie z Al Jazeerą. „Ma wiele sztuczek, aby zbudować trochę więcej i zbudować trochę wyżej”.

Opisuje niedawną falę wież siedzących na potężnych blokach podium jako niepokojącą transformację, „gdzie parter ma bramę zamiast sklepu”, powodując fundamentalne szkody w charakterze ulic. „Kiedy nie masz sklepu, nie masz nikogo, kto stawia krzesło na ulicy” – mówi. „Dostajesz bramę i wyjeżdża SUV-a”.

Takie projekty przyczyniają się również do szybkiego upadku pozostałego dziedzictwa budowlanego miasta, ponieważ starożytne miejsca są wyburzane, aby zrobić miejsce dla tych pionowych wytłoczeń zawyżonych wartości gruntów. Według libańskiego ministerstwa kultury Bejrut stracił już jedną trzecią z 300 budynków uznanych za „dziedzictwo o najwyższym priorytecie”. Zostały zmiecione wraz z tkanką społeczną, którą wspierały.

Jest to wynik bez ograniczeń, który podważa cenne szczegóły, o które walczył Angus Gavina i jego architekci w centralnych obszarach ochrony, zaniedbanie szerszego obrazu, który zagraża całemu doświadczeniu miasta.

„Aby projekt taki jak ten działał”, mówi były dyrektor Solidere, „musisz stworzyć ekskluzywny klub, do którego każdy programista chce dołączyć”. Tyle że jest to klub, który wydaje się, że szybko wymknął się spod kontroli, jego uparty członkinie rzucają się w oczy, a branża deweloperska w Bejrucie nie jest obca presji politycznej, przekupstwu i groźbom.

„Kiedy zaczynaliśmy Solidere, widzieliśmy miasta na całym świecie korzystających z gwiazd architektów i pomyśleliśmy, dlaczego nie zrobimy tego też tutaj?” – dodaje tęsknie. „Być może przesadziliśmy”.


Czy błyszcząca przebudowa śródmieścia Bejrutu jest wszystkim, na co się wydaje?

Urocze młode pary kręcą mieszadełkami koktajlowymi na tarasach Zaitunay Bay w Bejrucie, patrząc na kojącą scenę wieczoru, którą można by unieść prosto z Monako lub Cannes. Światła błyszczących wież migoczą na wodzie, gdy grupa nastoletnich dziewcząt spaceruje po promenadzie z drewna tekowego, pozując do selfie przed świeżo wypolerowanymi super jachtami. Na końcu krętej esplanady, postrzępiona forma nowego klubu jachtowego, zaprojektowana przez tworzącego kształty amerykańskiego architekta Stevena Holla, wystaje w zatokę, zwieńczona apartamentami, które szczycą się jednymi z najdroższych widoków na Bliskim Wschodzie. Według notki marketingowej jest to „najlepsze nadmorskie miejsce na luksusowe życie i rekreację”, „zasługujące wyłącznie na potrzeby kulturalnej i społecznej elity regionu”.

Ale kiedy bojownicy Państwa Islamskiego gromadzą się na granicy z Syrią na wschodzie, w powietrzu panuje niespokojne napięcie. To zbliżające się zagrożenie, którego nie może zamaskować nawet butelka szampana na najbardziej ekskluzywnym tarasie w regionie. Są też oznaki, że pod osłoną blasku nabrzeża ten optymistyczny obraz czasów świetności Bejrutu – odrodzony jak feniks, 20 lat po tym, jak wojna domowa zniszczyła miasto w gruzy – może nie być taki, jak się wydaje. Centrum miasta szczyci się teraz nieskazitelnie odbudowanymi ulicami, wzdłuż których znajdują się sklepy Gucci i Prada, Hermès i Louis Vuitton, ale całe miejsce jest dziwnie opuszczone. Są zarośla nowych apartamentowców, ale za zasłonami zapala się niewiele świateł.

Na drugim końcu zatoki, od fasetowanej konstrukcji stalowej klubu jachtowego, znajduje się upiorna trupa starego hotelu St George, wyblakła skorupa z lat 30. XX wieku, która niegdyś była miejscem stąpania gwiazd filmowych i członków rodziny królewskiej, dyplomatów i szpiegów, lubieżnych epicentrum społeczne starego Bejrutu. Teraz jest niesamowitym reliktem, z ogromnym banerem nałożonym na martwą fasadę, wydrukowanym z trzypiętrowym znakiem zakazu wstępu z napisem: „STOP Solidere”.

Pod pustym budynkiem seria wystaw opowiada historię bitwy o nabrzeże. „Zatoka św. Jerzego nosi imię legendarnego bohatera, który zabił smoka terroryzującego jej brzegi” – czytamy. „Dzisiaj zatoka i jej mieszkańcy są ponownie atakowani przez hybrydowego potwora korporacyjnego Solidere, który – ani prywatny, ani publiczny – pożera własność publiczną, aby napełnić kieszenie swoich zwolenników”. Ostrzał i bomby samochodowe mogły na razie ustać, ale właściciele ziemscy i deweloperzy nadal są w stanie wojny.

Niegdyś symbol złotego wieku Bejrutu, dziś hotel St George jest tylko pustą skorupą w centrum epickiej bitwy na rynku nieruchomości, w której jego właściciel walczy z potężnymi deweloperami. Zdjęcie: Joseph Eid/AFP

Człowiekiem stojącym za tym miejskim plakatem protestacyjnym jest Fady El-Khoury, właściciel hotelu St George, który przez ostatnie 20 lat był w impasie prawnym z Solidere, firmą deweloperską stojącą za odbudową śródmieścia Bejrutu.

„To rabunek stulecia”, mówi mi. „Oni nielegalnie zajęli miasto ludziom, którzy są jego właścicielami, i odstawili pustą makietę Bejrutu bez nikogo z ludzi. To, co zrobili miastu, jest apokaliptyczne.

Solidere (skrót od Société Libanaise pour le Développement et la Reconstruction de Beyrouth) sterował rozwojem centrum miasta przez ostatnie dwie dekady, nadzorując powojenną odbudowę obszaru o powierzchni prawie 200 hektarów i nie bez kontrowersji. Jest to dziwna hybryda prywatno-publiczna, założona w 1994 roku przez miliardera i ówczesnego premiera Rafika Hariri, który został zamordowany w 2005 roku – przez bombę w samochodzie tuż przed hotelem St George – od tego czasu jego rodzina ma duży udział w Firma. Jest zarejestrowana jako firma prywatna, notowana na giełdzie, ale posiada również specjalne uprawnienia przymusowego zakupu i uprawnienia regulacyjne, dające jej mandat do zarządzania centrum miasta jak mini-lennem.

Był to jedyny sposób na przeprowadzenie kompleksowej przebudowy miejsca spustoszonego przez 15 lat działań wojennych, w oczach zwolenników, ale krytycy oskarżyli firmę o wykorzystywanie nękania i zastraszania w celu wypędzenia pierwotnych mieszkańców. Prawnik zajmujący się prawami człowieka Muhamad Mugraby określił ich zachowanie jako „formę czujności pod kolorem prawa”.

Ulica w przebudowanym historycznym centrum Bejrutu. Zdjęcie: Lola Claeys Bouuaert

Byli mieszkańcy i właściciele firm otrzymywali rekompensatę w postaci akcji Solidere, a nie gotówki, co zdaniem wielu było znacznie poniżej prawdziwej wartości. Właściciele mieli możliwość zachowania swojej własności i zwrotu udziałów, ale tylko wtedy, gdy mieli wystarczające środki na odrestaurowanie swoich budynków zgodnie z surowymi wytycznymi konserwacyjnymi Solidere – które wyznaczały wysokie standardy, zbyt uciążliwe dla większości. El-Khoury był jednym z nielicznych właścicieli, którzy byli na tyle zamożni, by się oprzeć, ale twierdzi, że od tamtej pory jego plany przebudowy hotelu zostały zablokowane.

„Zniszczyli moją przystań”, mówi, „i wypełnili nabrzeże ogromnymi wieżami. Kiedy skończą swój plan, słońce nie będzie w stanie dotrzeć do zatoki. Pozbawią miasto życia”.

Z 20 latami i dziesiątkami miliardów dolarów pod mostem, plan Solidere, aby stworzyć „najwspanialsze centrum miasta na Bliskim Wschodzie” jest teraz w połowie ukończony. Jest prześladowany przez lata nieustannej przemocy na tle religijnym i przewrotów politycznych, poruszających się między wolą 18 różnych grup religijnych a ich rywalizującymi roszczeniami. Czy zatem wynik spełnia najgorsze obawy El-Khoury'ego?

Masterplan, kierowany od początku przez brytyjskiego architekta i urbanistę Angusa Gavina, byłego członka London Docklands Development Corporation, jest dziwną mieszanką starannego projektowania urbanistycznego i konserwacji, usianej efektownymi wybuchami wielkich światowych architektów. Wiele ulic zostało nieskazitelnie przywróconych do ich świetności w stylu beaux-arts, z chodnikami z kolumnadami i pięknie rzeźbionymi kamieniami wzdłuż gzymsów i ościeżami okien, ożywiając połączenie francuskiego kolonialnego i lewantyńskiego języka ojczystego.

Squattersi żyjący w ruinach budynków wzdłuż dawnej Zielonej Linii Bejrutu w 1996 roku. Zdjęcie: Ed Kashi/Corbis

Mocno zniszczone działki zostały wypełnione współczesnymi blokami, które subtelnie odcinają proporcje i detale ich sąsiadów, w wyniku ścisłego kodeksu projektowego, który określał wszystko, od wyboru pięciu maślanych odcieni wapienia, po wysokość pierzei ulicy, do dwupiętrowego cofnięcia na wyższych poziomach, zapewniającego kontynuację pięknego miejskiego słojów. Początkowy plan zachowania niektórych podziurawionych i pokrytych bitwami fasad, został niestety przebity pragnieniem zbiorowej amnezji, która wymaże wszelkie pozostałości po konflikcie.

Rezultat jest imponujący, ale nieuchronnie w tonie Disneya. Te nowe pseudohistoryczne ulice przypominają siebie z dawnych czasów, ale zostały wskrzeszone jako ekskluzywne sobowtóry, cenne repliki dawnych, zużytych i lubianych bloków tych dzielnic o niższej klasie. Sklep spożywczy i rybny zostały wymienione na luksusowy butik i ekskluzywną restaurację, podczas gdy apartamenty nad sklepami zostały w większości sprzedane inwestorom z Zatoki Perskiej i bogatym emigrantom, a ich niebotyczne ceny są poza zasięgiem większości mieszkańców. miasto z rozpaczliwym brakiem tanich mieszkań.

„Segregacja finansowa w mieście tylko się pogarsza”, mówi Fabio Sukkar, absolwent ekonomii, który nadal mieszka z rodzicami w Bejrucie, usiłując znaleźć mieszkanie. „Nie ma tu już klasy średniej, tylko super bogaci i reszta z nas. To wynik kraju mafijnego”.

W oczach jednego z lokalnych architektów odrestaurowane śródmieście jest „dobrze wykonane, ale całkowicie sterylne”. „Nie ma żadnego chaosu i energii, które charakteryzują Bejrut” – dodaje. „Po prostu nie wydaje się już libańskie”.

Beirut Souks, centrum handlowe o powierzchni 100 000 m2 w centrum miasta, to mniej suku, a więcej poczekalni na lotnisku Duty Free. Zdjęcie: Hussein Malla/AP

Jest to krytyka, która z większą zaciekłością została zrównana z flagowym projektem, który znajduje się obok, Beirut Souks, zaprojektowanym przez hiszpańskiego architekta Rafaela Moneo z Kevinem Dashem, który został otwarty w 2009 roku. był tętniącym życiem centrum handlowym w mieście przez ostatnie 5000 lat, przybiera formę ogromnego centrum handlowego – mniej więcej wielkości londyńskiego Westfield Stratford City pod względem powierzchni. Podąża za starożytną grecką siatką ulic, ale robi to w niezwykle nowoczesnej formie z serią wielkich sklepionych arkad i blokujących się bloków dziedzińca.

Ale powstałe miejsce wydaje się mniej sukowe niż bezcłowy salon na lotnisku. To monotonny świat bardziej eleganckich marek, od Burberry po Tag Heuer, obsadzony przez bezczynnych sprzedawców oczekujących na obiecaną wizytę klientów, która jeszcze nie nadeszła. Nie ma w nim ani zagęszczenia miejskiego życia na sukach Trypolisu na północy Libanu, ani intensywnego przeciążenia sensorycznego zwykłych, tętniących życiem rynków arabskiego świata. Nadrzędnym wrażeniem jest dużo drogiego marmuru, polerowanego i patrolowanego przez armię sprzątaczy i ochroniarzy.

Do centrum handlowego ma dołączyć kolejny wysokiej klasy dom towarowy, zaprojektowany w formie skręconego rattanowego kosza przez Zahę Hadid, wraz ze spa i „centrum odnowy biologicznej” z apartamentami serwisowanymi ułożonymi na górze, przez amerykańską skórę architekt luksusu, Peter Marino.

Inne pobliskie bloki zostały oddane eklektycznej mieszance architektów z całego świata: włoski Giancarlo de Carlo ściera się z neoklasykami Robertem Adamem i Dimitrim Porphyriosem, robiąc swoje szalone rzeczy wraz z japońskim metabolistą Aratą Isozakim i hiszpańskim postmodernistą Ricardo Bofillem. Pewnego dnia na zróżnicowanej liście zakupów opracowanej przez Gavina i jego zespół pojawią się także budynki autorstwa Richarda Rogersa i Fumihiko Maki. Ale jest to dziwnie rozproszone podejście do oddania do użytku i takie, w którym projekt często wydaje się być powierzany zespołowi B praktyki, jakby ledwie wierzyli, że kiedykolwiek zostanie zbudowany. „Jeśli to zbudujemy, przyjdą” bez wątpienia brzmi mantra Solidere. Ale zbudowali już wiele i tak naprawdę nikt się nie pojawił.

„Jest tak pusto, że w ciągu dnia wydaje się, że jest noc” – mówi przedsiębiorca i producent filmowy z Bejrutu Georges Schoucair, który wie coś o tym, jak stworzyć atmosferę, będąc w trakcie zlecenia najbardziej nastrojowemu architektowi Libanu, Bernardowi Khoury, zaprojektowanie nowy kompleks artystyczny w mieście. „Zupełnie źle zmiksowali. Co tydzień zamyka się tuzin sklepów, bo czynsze są zbyt wysokie”.

Rendering rozwoju 3 Bejrut Fostera

Oczywiste jest, że mieszanka ta miała na celu zaspokojenie potrzeb bogatych arabskich turystów, ale gospodarka turystyczna Bejrutu mocno ucierpiała z powodu zakazu podróżowania nałożonego przez większość krajów Zatoki Perskiej od czasu wybuchu kryzysu w Syrii. W ostatnich latach ułamek liczby szejków na wakacjach przyjeżdżał, aby spalić pieniądze na dobra luksusowe i nielegalne przyjemności. Biznesplan Solidere opierał się na wiecznej kontynuacji długo pielęgnowanej roli miasta jako placu zabaw na Bliskim Wschodzie, pławiącego się w tryskającej fontannie saudyjskich pieniędzy, jakby nigdy nie miała zostać wyłączona. Ale z coraz bardziej opustoszałym śródmieściem rozbrzmiewających echem ulic, zaostrzanym przez naszyjnik wojskowych blokad drogowych, wymuszonych przez znajdujący się tutaj budynek parlamentu, jest to hazard, który wydaje się coraz mniej opłacalny.

Być może goście przestali przychodzić, ale to nie zniechęciło miasta do kontynuowania szalonego programu budowlanego. Globalny kryzys finansowy – przed którym Liban był w dużej mierze chroniony dzięki ostrożnym praktykom bankowym – przyspieszył przepływ kapitału z bardziej chwiejnych wybrzeży do boomu budowlanego w Bejrucie. I teraz rośnie sterydowa ikra tego napływu.

Mimo że wciąż są owinięte w ogrodzenia budowlane i zwieńczone kiwającymi się dźwigami, skala kolejnych faz Solidere szybko staje się widoczna na zachód od centrum miasta, w luksusowej dzielnicy mieszkalnej Mina El Hosn. Tam gargantuiczna, nachylona ściana klifu kompleksu 3 w Bejrucie Normana Fostera osiągnęła teraz swoją pełną wysokość 120 metrów, odsłaniając się jako gruba ściana trzech wież rozłożonych na całym bloku miejskim. Widać teraz charakterystyczny profil sąsiednich tarasów, Beirut Terraces autorstwa Herzoga & de Meuron, chwiejący się jak stroma sterta dokumentów na tle nieba. Być może stos banknotów byłby lepszą analogią: penthouse w tej „pionowej wiosce ze 130 żywymi doświadczeniami” wartej 500 milionów dolarów będzie kosztować ponad 13 milionów dolarów za sztukę. „Co by było, gdyby można było zamówić styl życia?” pyta strona promocyjna rozwoju. Sądząc po ciemnych oknach ukończonych dotychczas wież mieszkalnych miasta, odpowiedź nie będzie niepokoić inwestorów-kupujących, głównie libańskich emigrantów, którzy mogą odwiedzać tylko kilka dni w roku.

Wizja artystyczna wieży mieszkalnej Beirut Terraces autorstwa szwajcarskich architektów Herzoga & de Meuron

A po drodze jest tego więcej. Model miasta w centrali Solidere brzmi jak Who’s Who architektury, a każdy deweloper ściga się, by postawić na horyzoncie swój własny luksusowy totem. Jest tam monstrualna płyta Jeana Nouvela, na szczęście wstrzymana i teraz mało prawdopodobna, a także szklana wieża o wysokości 315 metrów zaplanowana przez Renzo Piano – na miejscu, które określało limit wysokości 120 metrów. Pewnego dnia na 70-hektarowej powierzchni zrekultywowanej ziemi, która na razie leży pusta jak uśpione nieużytki, pojawi się też pole wieżowców rozciągające się w kierunku morza. Jest to akt miejskiego wandalizmu na monumentalną skalę, wznoszący wielki mur między zatoką a miejscami w głębi lądu, które od wieków cieszą się pięknym widokiem. Wydaje się to również perwersyjnym posunięciem dla samego Solidere: po osadzeniu przez ścianę wież wartość jego własnego centralnego obszaru konserwatorskiego zostanie zmniejszona.

Ten wysyp wysokich budynków jest wynikiem zmiany prawa planistycznego, uchwalonego w 2004 roku, które złagodziło ograniczenia wysokości wież w zatłoczonych dzielnicach. „Kiedy czyta się tekst ustawy z 2004 r., jest on oczywiście pisany przez deweloperów” – mówi Mona Fawaz, profesor urbanistyki na American University of Beirut, w rozmowie z Al Jazeerą. „Ma wiele sztuczek, aby zbudować trochę więcej i zbudować trochę wyżej”.

Opisuje niedawną falę wież siedzących na potężnych blokach podium jako niepokojącą transformację, „gdzie parter ma bramę zamiast sklepu”, powodując fundamentalne szkody w charakterze ulic. „Kiedy nie masz sklepu, nie masz nikogo, kto stawia krzesło na ulicy” – mówi. „Dostajesz bramę i wyjeżdża SUV-a”.

Takie projekty przyczyniają się również do szybkiego upadku pozostałego dziedzictwa budowlanego miasta, ponieważ starożytne miejsca są wyburzane, aby zrobić miejsce dla tych pionowych wytłoczeń zawyżonych wartości gruntów. Według libańskiego ministerstwa kultury Bejrut stracił już jedną trzecią z 300 budynków uznanych za „dziedzictwo o najwyższym priorytecie”. Zostały zmiecione wraz z tkanką społeczną, którą wspierały.

Jest to wynik bez ograniczeń, który podważa cenne szczegóły, o które walczył Angus Gavina i jego architekci w centralnych obszarach ochrony, zaniedbanie szerszego obrazu, który zagraża całemu doświadczeniu miasta.

„Aby projekt taki jak ten działał”, mówi były dyrektor Solidere, „musisz stworzyć ekskluzywny klub, do którego każdy programista chce dołączyć”. Tyle że jest to klub, który wydaje się, że szybko wymknął się spod kontroli, jego uparty członkinie rzucają się w oczy, a branża deweloperska w Bejrucie nie jest obca presji politycznej, przekupstwu i groźbom.

„Kiedy zaczynaliśmy Solidere, widzieliśmy miasta na całym świecie korzystających z gwiazd architektów i pomyśleliśmy, dlaczego nie zrobimy tego też tutaj?” – dodaje tęsknie. „Być może przesadziliśmy”.


Czy błyszcząca przebudowa śródmieścia Bejrutu jest wszystkim, na co się wydaje?

Urocze młode pary kręcą mieszadełkami koktajlowymi na tarasach Zaitunay Bay w Bejrucie, patrząc na kojącą scenę wieczoru, którą można by unieść prosto z Monako lub Cannes. Światła błyszczących wież migoczą na wodzie, gdy grupa nastoletnich dziewcząt spaceruje po promenadzie z drewna tekowego, pozując do selfie przed świeżo wypolerowanymi super jachtami.Na końcu krętej esplanady, postrzępiona forma nowego klubu jachtowego, zaprojektowana przez tworzącego kształty amerykańskiego architekta Stevena Holla, wystaje w zatokę, zwieńczona apartamentami, które szczycą się jednymi z najdroższych widoków na Bliskim Wschodzie. Według notki marketingowej jest to „najlepsze nadmorskie miejsce na luksusowe życie i rekreację”, „zasługujące wyłącznie na potrzeby kulturalnej i społecznej elity regionu”.

Ale kiedy bojownicy Państwa Islamskiego gromadzą się na granicy z Syrią na wschodzie, w powietrzu panuje niespokojne napięcie. To zbliżające się zagrożenie, którego nie może zamaskować nawet butelka szampana na najbardziej ekskluzywnym tarasie w regionie. Są też oznaki, że pod osłoną blasku nabrzeża ten optymistyczny obraz czasów świetności Bejrutu – odrodzony jak feniks, 20 lat po tym, jak wojna domowa zniszczyła miasto w gruzy – może nie być taki, jak się wydaje. Centrum miasta szczyci się teraz nieskazitelnie odbudowanymi ulicami, wzdłuż których znajdują się sklepy Gucci i Prada, Hermès i Louis Vuitton, ale całe miejsce jest dziwnie opuszczone. Są zarośla nowych apartamentowców, ale za zasłonami zapala się niewiele świateł.

Na drugim końcu zatoki, od fasetowanej konstrukcji stalowej klubu jachtowego, znajduje się upiorna trupa starego hotelu St George, wyblakła skorupa z lat 30. XX wieku, która niegdyś była miejscem stąpania gwiazd filmowych i członków rodziny królewskiej, dyplomatów i szpiegów, lubieżnych epicentrum społeczne starego Bejrutu. Teraz jest niesamowitym reliktem, z ogromnym banerem nałożonym na martwą fasadę, wydrukowanym z trzypiętrowym znakiem zakazu wstępu z napisem: „STOP Solidere”.

Pod pustym budynkiem seria wystaw opowiada historię bitwy o nabrzeże. „Zatoka św. Jerzego nosi imię legendarnego bohatera, który zabił smoka terroryzującego jej brzegi” – czytamy. „Dzisiaj zatoka i jej mieszkańcy są ponownie atakowani przez hybrydowego potwora korporacyjnego Solidere, który – ani prywatny, ani publiczny – pożera własność publiczną, aby napełnić kieszenie swoich zwolenników”. Ostrzał i bomby samochodowe mogły na razie ustać, ale właściciele ziemscy i deweloperzy nadal są w stanie wojny.

Niegdyś symbol złotego wieku Bejrutu, dziś hotel St George jest tylko pustą skorupą w centrum epickiej bitwy na rynku nieruchomości, w której jego właściciel walczy z potężnymi deweloperami. Zdjęcie: Joseph Eid/AFP

Człowiekiem stojącym za tym miejskim plakatem protestacyjnym jest Fady El-Khoury, właściciel hotelu St George, który przez ostatnie 20 lat był w impasie prawnym z Solidere, firmą deweloperską stojącą za odbudową śródmieścia Bejrutu.

„To rabunek stulecia”, mówi mi. „Oni nielegalnie zajęli miasto ludziom, którzy są jego właścicielami, i odstawili pustą makietę Bejrutu bez nikogo z ludzi. To, co zrobili miastu, jest apokaliptyczne.

Solidere (skrót od Société Libanaise pour le Développement et la Reconstruction de Beyrouth) sterował rozwojem centrum miasta przez ostatnie dwie dekady, nadzorując powojenną odbudowę obszaru o powierzchni prawie 200 hektarów i nie bez kontrowersji. Jest to dziwna hybryda prywatno-publiczna, założona w 1994 roku przez miliardera i ówczesnego premiera Rafika Hariri, który został zamordowany w 2005 roku – przez bombę w samochodzie tuż przed hotelem St George – od tego czasu jego rodzina ma duży udział w Firma. Jest zarejestrowana jako firma prywatna, notowana na giełdzie, ale posiada również specjalne uprawnienia przymusowego zakupu i uprawnienia regulacyjne, dające jej mandat do zarządzania centrum miasta jak mini-lennem.

Był to jedyny sposób na przeprowadzenie kompleksowej przebudowy miejsca spustoszonego przez 15 lat działań wojennych, w oczach zwolenników, ale krytycy oskarżyli firmę o wykorzystywanie nękania i zastraszania w celu wypędzenia pierwotnych mieszkańców. Prawnik zajmujący się prawami człowieka Muhamad Mugraby określił ich zachowanie jako „formę czujności pod kolorem prawa”.

Ulica w przebudowanym historycznym centrum Bejrutu. Zdjęcie: Lola Claeys Bouuaert

Byli mieszkańcy i właściciele firm otrzymywali rekompensatę w postaci akcji Solidere, a nie gotówki, co zdaniem wielu było znacznie poniżej prawdziwej wartości. Właściciele mieli możliwość zachowania swojej własności i zwrotu udziałów, ale tylko wtedy, gdy mieli wystarczające środki na odrestaurowanie swoich budynków zgodnie z surowymi wytycznymi konserwacyjnymi Solidere – które wyznaczały wysokie standardy, zbyt uciążliwe dla większości. El-Khoury był jednym z nielicznych właścicieli, którzy byli na tyle zamożni, by się oprzeć, ale twierdzi, że od tamtej pory jego plany przebudowy hotelu zostały zablokowane.

„Zniszczyli moją przystań”, mówi, „i wypełnili nabrzeże ogromnymi wieżami. Kiedy skończą swój plan, słońce nie będzie w stanie dotrzeć do zatoki. Pozbawią miasto życia”.

Z 20 latami i dziesiątkami miliardów dolarów pod mostem, plan Solidere, aby stworzyć „najwspanialsze centrum miasta na Bliskim Wschodzie” jest teraz w połowie ukończony. Jest prześladowany przez lata nieustannej przemocy na tle religijnym i przewrotów politycznych, poruszających się między wolą 18 różnych grup religijnych a ich rywalizującymi roszczeniami. Czy zatem wynik spełnia najgorsze obawy El-Khoury'ego?

Masterplan, kierowany od początku przez brytyjskiego architekta i urbanistę Angusa Gavina, byłego członka London Docklands Development Corporation, jest dziwną mieszanką starannego projektowania urbanistycznego i konserwacji, usianej efektownymi wybuchami wielkich światowych architektów. Wiele ulic zostało nieskazitelnie przywróconych do ich świetności w stylu beaux-arts, z chodnikami z kolumnadami i pięknie rzeźbionymi kamieniami wzdłuż gzymsów i ościeżami okien, ożywiając połączenie francuskiego kolonialnego i lewantyńskiego języka ojczystego.

Squattersi żyjący w ruinach budynków wzdłuż dawnej Zielonej Linii Bejrutu w 1996 roku. Zdjęcie: Ed Kashi/Corbis

Mocno zniszczone działki zostały wypełnione współczesnymi blokami, które subtelnie odcinają proporcje i detale ich sąsiadów, w wyniku ścisłego kodeksu projektowego, który określał wszystko, od wyboru pięciu maślanych odcieni wapienia, po wysokość pierzei ulicy, do dwupiętrowego cofnięcia na wyższych poziomach, zapewniającego kontynuację pięknego miejskiego słojów. Początkowy plan zachowania niektórych podziurawionych i pokrytych bitwami fasad, został niestety przebity pragnieniem zbiorowej amnezji, która wymaże wszelkie pozostałości po konflikcie.

Rezultat jest imponujący, ale nieuchronnie w tonie Disneya. Te nowe pseudohistoryczne ulice przypominają siebie z dawnych czasów, ale zostały wskrzeszone jako ekskluzywne sobowtóry, cenne repliki dawnych, zużytych i lubianych bloków tych dzielnic o niższej klasie. Sklep spożywczy i rybny zostały wymienione na luksusowy butik i ekskluzywną restaurację, podczas gdy apartamenty nad sklepami zostały w większości sprzedane inwestorom z Zatoki Perskiej i bogatym emigrantom, a ich niebotyczne ceny są poza zasięgiem większości mieszkańców. miasto z rozpaczliwym brakiem tanich mieszkań.

„Segregacja finansowa w mieście tylko się pogarsza”, mówi Fabio Sukkar, absolwent ekonomii, który nadal mieszka z rodzicami w Bejrucie, usiłując znaleźć mieszkanie. „Nie ma tu już klasy średniej, tylko super bogaci i reszta z nas. To wynik kraju mafijnego”.

W oczach jednego z lokalnych architektów odrestaurowane śródmieście jest „dobrze wykonane, ale całkowicie sterylne”. „Nie ma żadnego chaosu i energii, które charakteryzują Bejrut” – dodaje. „Po prostu nie wydaje się już libańskie”.

Beirut Souks, centrum handlowe o powierzchni 100 000 m2 w centrum miasta, to mniej suku, a więcej poczekalni na lotnisku Duty Free. Zdjęcie: Hussein Malla/AP

Jest to krytyka, która z większą zaciekłością została zrównana z flagowym projektem, który znajduje się obok, Beirut Souks, zaprojektowanym przez hiszpańskiego architekta Rafaela Moneo z Kevinem Dashem, który został otwarty w 2009 roku. był tętniącym życiem centrum handlowym w mieście przez ostatnie 5000 lat, przybiera formę ogromnego centrum handlowego – mniej więcej wielkości londyńskiego Westfield Stratford City pod względem powierzchni. Podąża za starożytną grecką siatką ulic, ale robi to w niezwykle nowoczesnej formie z serią wielkich sklepionych arkad i blokujących się bloków dziedzińca.

Ale powstałe miejsce wydaje się mniej sukowe niż bezcłowy salon na lotnisku. To monotonny świat bardziej eleganckich marek, od Burberry po Tag Heuer, obsadzony przez bezczynnych sprzedawców oczekujących na obiecaną wizytę klientów, która jeszcze nie nadeszła. Nie ma w nim ani zagęszczenia miejskiego życia na sukach Trypolisu na północy Libanu, ani intensywnego przeciążenia sensorycznego zwykłych, tętniących życiem rynków arabskiego świata. Nadrzędnym wrażeniem jest dużo drogiego marmuru, polerowanego i patrolowanego przez armię sprzątaczy i ochroniarzy.

Do centrum handlowego ma dołączyć kolejny wysokiej klasy dom towarowy, zaprojektowany w formie skręconego rattanowego kosza przez Zahę Hadid, wraz ze spa i „centrum odnowy biologicznej” z apartamentami serwisowanymi ułożonymi na górze, przez amerykańską skórę architekt luksusu, Peter Marino.

Inne pobliskie bloki zostały oddane eklektycznej mieszance architektów z całego świata: włoski Giancarlo de Carlo ściera się z neoklasykami Robertem Adamem i Dimitrim Porphyriosem, robiąc swoje szalone rzeczy wraz z japońskim metabolistą Aratą Isozakim i hiszpańskim postmodernistą Ricardo Bofillem. Pewnego dnia na zróżnicowanej liście zakupów opracowanej przez Gavina i jego zespół pojawią się także budynki autorstwa Richarda Rogersa i Fumihiko Maki. Ale jest to dziwnie rozproszone podejście do oddania do użytku i takie, w którym projekt często wydaje się być powierzany zespołowi B praktyki, jakby ledwie wierzyli, że kiedykolwiek zostanie zbudowany. „Jeśli to zbudujemy, przyjdą” bez wątpienia brzmi mantra Solidere. Ale zbudowali już wiele i tak naprawdę nikt się nie pojawił.

„Jest tak pusto, że w ciągu dnia wydaje się, że jest noc” – mówi przedsiębiorca i producent filmowy z Bejrutu Georges Schoucair, który wie coś o tym, jak stworzyć atmosferę, będąc w trakcie zlecenia najbardziej nastrojowemu architektowi Libanu, Bernardowi Khoury, zaprojektowanie nowy kompleks artystyczny w mieście. „Zupełnie źle zmiksowali. Co tydzień zamyka się tuzin sklepów, bo czynsze są zbyt wysokie”.

Rendering rozwoju 3 Bejrut Fostera

Oczywiste jest, że mieszanka ta miała na celu zaspokojenie potrzeb bogatych arabskich turystów, ale gospodarka turystyczna Bejrutu mocno ucierpiała z powodu zakazu podróżowania nałożonego przez większość krajów Zatoki Perskiej od czasu wybuchu kryzysu w Syrii. W ostatnich latach ułamek liczby szejków na wakacjach przyjeżdżał, aby spalić pieniądze na dobra luksusowe i nielegalne przyjemności. Biznesplan Solidere opierał się na wiecznej kontynuacji długo pielęgnowanej roli miasta jako placu zabaw na Bliskim Wschodzie, pławiącego się w tryskającej fontannie saudyjskich pieniędzy, jakby nigdy nie miała zostać wyłączona. Ale z coraz bardziej opustoszałym śródmieściem rozbrzmiewających echem ulic, zaostrzanym przez naszyjnik wojskowych blokad drogowych, wymuszonych przez znajdujący się tutaj budynek parlamentu, jest to hazard, który wydaje się coraz mniej opłacalny.

Być może goście przestali przychodzić, ale to nie zniechęciło miasta do kontynuowania szalonego programu budowlanego. Globalny kryzys finansowy – przed którym Liban był w dużej mierze chroniony dzięki ostrożnym praktykom bankowym – przyspieszył przepływ kapitału z bardziej chwiejnych wybrzeży do boomu budowlanego w Bejrucie. I teraz rośnie sterydowa ikra tego napływu.

Mimo że wciąż są owinięte w ogrodzenia budowlane i zwieńczone kiwającymi się dźwigami, skala kolejnych faz Solidere szybko staje się widoczna na zachód od centrum miasta, w luksusowej dzielnicy mieszkalnej Mina El Hosn. Tam gargantuiczna, nachylona ściana klifu kompleksu 3 w Bejrucie Normana Fostera osiągnęła teraz swoją pełną wysokość 120 metrów, odsłaniając się jako gruba ściana trzech wież rozłożonych na całym bloku miejskim. Widać teraz charakterystyczny profil sąsiednich tarasów, Beirut Terraces autorstwa Herzoga & de Meuron, chwiejący się jak stroma sterta dokumentów na tle nieba. Być może stos banknotów byłby lepszą analogią: penthouse w tej „pionowej wiosce ze 130 żywymi doświadczeniami” wartej 500 milionów dolarów będzie kosztować ponad 13 milionów dolarów za sztukę. „Co by było, gdyby można było zamówić styl życia?” pyta strona promocyjna rozwoju. Sądząc po ciemnych oknach ukończonych dotychczas wież mieszkalnych miasta, odpowiedź nie będzie niepokoić inwestorów-kupujących, głównie libańskich emigrantów, którzy mogą odwiedzać tylko kilka dni w roku.

Wizja artystyczna wieży mieszkalnej Beirut Terraces autorstwa szwajcarskich architektów Herzoga & de Meuron

A po drodze jest tego więcej. Model miasta w centrali Solidere brzmi jak Who’s Who architektury, a każdy deweloper ściga się, by postawić na horyzoncie swój własny luksusowy totem. Jest tam monstrualna płyta Jeana Nouvela, na szczęście wstrzymana i teraz mało prawdopodobna, a także szklana wieża o wysokości 315 metrów zaplanowana przez Renzo Piano – na miejscu, które określało limit wysokości 120 metrów. Pewnego dnia na 70-hektarowej powierzchni zrekultywowanej ziemi, która na razie leży pusta jak uśpione nieużytki, pojawi się też pole wieżowców rozciągające się w kierunku morza. Jest to akt miejskiego wandalizmu na monumentalną skalę, wznoszący wielki mur między zatoką a miejscami w głębi lądu, które od wieków cieszą się pięknym widokiem. Wydaje się to również perwersyjnym posunięciem dla samego Solidere: po osadzeniu przez ścianę wież wartość jego własnego centralnego obszaru konserwatorskiego zostanie zmniejszona.

Ten wysyp wysokich budynków jest wynikiem zmiany prawa planistycznego, uchwalonego w 2004 roku, które złagodziło ograniczenia wysokości wież w zatłoczonych dzielnicach. „Kiedy czyta się tekst ustawy z 2004 r., jest on oczywiście pisany przez deweloperów” – mówi Mona Fawaz, profesor urbanistyki na American University of Beirut, w rozmowie z Al Jazeerą. „Ma wiele sztuczek, aby zbudować trochę więcej i zbudować trochę wyżej”.

Opisuje niedawną falę wież siedzących na potężnych blokach podium jako niepokojącą transformację, „gdzie parter ma bramę zamiast sklepu”, powodując fundamentalne szkody w charakterze ulic. „Kiedy nie masz sklepu, nie masz nikogo, kto stawia krzesło na ulicy” – mówi. „Dostajesz bramę i wyjeżdża SUV-a”.

Takie projekty przyczyniają się również do szybkiego upadku pozostałego dziedzictwa budowlanego miasta, ponieważ starożytne miejsca są wyburzane, aby zrobić miejsce dla tych pionowych wytłoczeń zawyżonych wartości gruntów. Według libańskiego ministerstwa kultury Bejrut stracił już jedną trzecią z 300 budynków uznanych za „dziedzictwo o najwyższym priorytecie”. Zostały zmiecione wraz z tkanką społeczną, którą wspierały.

Jest to wynik bez ograniczeń, który podważa cenne szczegóły, o które walczył Angus Gavina i jego architekci w centralnych obszarach ochrony, zaniedbanie szerszego obrazu, który zagraża całemu doświadczeniu miasta.

„Aby projekt taki jak ten działał”, mówi były dyrektor Solidere, „musisz stworzyć ekskluzywny klub, do którego każdy programista chce dołączyć”. Tyle że jest to klub, który wydaje się, że szybko wymknął się spod kontroli, jego uparty członkinie rzucają się w oczy, a branża deweloperska w Bejrucie nie jest obca presji politycznej, przekupstwu i groźbom.

„Kiedy zaczynaliśmy Solidere, widzieliśmy miasta na całym świecie korzystających z gwiazd architektów i pomyśleliśmy, dlaczego nie zrobimy tego też tutaj?” – dodaje tęsknie. „Być może przesadziliśmy”.


Obejrzyj wideo: Opulence Central London - London Hotels, UK (Czerwiec 2022).